Chcesz walczyć z Globalnym Ociepleniem? Emigruj

Pixabay

Ostatnio w dzienniku „The Guardian” pojawił się artykuł pt. „Want to fight climate change? Have fewer children”. Autorzy cytują w nim badania, które pokazują, że największy wpływ na redukcję emisji gazów cieplarnianych, a zatem na powstrzymanie globalnego ocieplenia, jest posiadanie jednego dziecka mniej. Ważnymi, lecz mającymi znacznie mniejszy wpływ czynnikami są nieposiadanie samochodu, nie latanie samolotami czy korzystanie z tzw. czystej, odnawialnej energii. Artykuł jest skierowany notabene do lewicującej angielskiej klasy średniej, która ma średnio jedno dziecko, a nie do imigrantów z Indii czy Pakistanu, którzy mają ich znacznie więcej. Czy rzeczywiście autorzy artykułu mają rację i grozi nam albo śmierć z gorąca albo radykalne ograniczenie populacji, włącznie z metodami stosowanymi przez rząd chiński (polityka jednego dziecka) i masowymi aborcjami?

Globalne ocieplenie – globalne zagrożenie?

Od zawsze największymi zagrożeniami egzystencjalnymi dla ludzkości były zaraza, wojny oraz katastrofy naturalne. Epidemie wybuchały na świecie mniej więcej co pokolenie, zabijając istotny odsetek populacji. Dzisiaj stały się nieledwie kryzysem, który możemy rozwiązać, poprzez lekarstwa, wczesne reagowanie oraz naukę. Na przykład w latach osiemdziesiątych rozwinęła się epidemia AIDS. Zbiera ona wielkie żniwo w Afryce, zaś w krajach tak zwanego pierwszego świata zakażenie tym wirusem jest zaledwie poważną niedogodnością. Od siedemdziesięciu lat w Europie Zachodniej nie było żadnej wojny, zaś Chiny nie toczyły ani jednej na swoim terytorium od 1949 roku, kiedy Mao Zedong podporządkował sobie ten kraj. Wszelkie wojny, które co i rusz wybuchają nie są już zagrożeniem cywilizacyjnym, a stały się raczej instrumentem politycznym potęg i mocarstw światowych. Podobnie z katastrofami naturalnymi, które są oficjalnie zapisane w budżecie każdego z państw, jako taka sama pozycja jak szkolnictwo czy służba zdrowia. Czy zatem jest coś co może zniszczyć ludzkość?

Niewątpliwie największym wyzwaniami przed jakimi stajemy obecnie mają podłoże antropogeniczne. Już teraz mówi się o zagrożeniach wynikających z badań nad sztuczną inteligencją, w obrazowy sposób przedstawione w filmach z serii Terminator. Innym mogącym budzić niepokój zjawiskiem jest możliwość ingerencji w DNA czy to zwierzęce czy ludzkie. Zagrożeniem na skalę globalną jest także broń nuklearna, biologiczna i chemiczna w rękach nieodpowiedzialnych przywódców. Kolejnym poważnym wyzwaniem jest globalne ocieplenie, które może potencjalnie zagrozić naszej egzystencji. Jest nas coraz więcej na planecie i potrzebujemy coraz więcej energii do rozwoju naszych społeczeństw. Zjawisko to, zdaje się, będzie się tylko nasilać. Czy zatem jedyne co możemy zrobić to ograniczenie populacji, sugerowane przez brytyjski dziennik?

Pixabay

Czym jest globalne ocieplenie i dlaczego stało się tak poważnym tematem w debacie nie tylko naukowej, ale i politycznej? Słońce jest głównym źródłem energii koniecznej do powstania i przetrwania życia. Kiedy promienie słoneczne docierają do Ziemi i się od niej odbijają, przelatują wtedy przez atmosferę. Promieniowanie podczerwone – termiczne, w normalnych warunkach, dosyć łatwo opuszcza atmosferę i ulatuje do przestrzeni kosmicznej. Jednakże gazy cieplarniane, takie jak para wodna, dwutlenek węgla czy metan, blokują, pochłaniają je i zwracają z powrotem ku Ziemi. Zjawisko to nazywamy efektem cieplarnianym i jest ono bardzo korzystne dla rozwoju organizmów na Ziemi, ponieważ zmniejsza ono oziębianie się Ziemi, kiedy brakuje Słońca, powodując, że temperatury zimą są mniej ekstremalne. Ponadto, woda zarówno w oceanach, jak i w atmosferze, mając dużą pojemność cieplną stabilizuje temperaturę i zmniejsza amplitudy dobowe. Dla porównania, na Merkurym, który otrzymuje znacznie więcej światła słonecznego, w dzień temperatura wynosi +400 stopni Celsjusza, zaś w nocy -200. Dzieje się tak dlatego, że nie posiada on żadnej atmosfery. Miliony lat temu, kiedy dwutlenku węgla prawie nie było w naszej atmosferze, Ziemia prawdopodobnie prawie cała zamarzła. Zaś w epoce dinozaurów, było go znacznie więcej w atmosferze i na Antarktydzie rosły paprocie. Skąd zatem się biorą te zmiany?

Największym rezerwuarem dwutlenku węgla na Ziemi są oceany. Im zimniejsze są, tym więcej dwutlenku węgla mogą zaabsorbować. Zatem, jeśli na skutek jakiegoś zjawiska klimat zaczyna się oziębiać, to oceany pochłaniają dwutlenek węgla, a także mniej parują, co przekłada się na mniejszą ilość gazów cieplarnianych i dalsze oziębienie, aż do osiągnięcia stanu równowagi. Takim zjawiskiem może być wybuch wulkanu, którego wyziewy zasnują całe niebo doprowadzając do dramatycznego oziębienia i zmiany stanu równowagi na zimniejszy. Przez ostatnie sto tysięcy lat na przemian mamy ocieplenia klimatu oraz zlodowacenia i jest to zjawisko naturalne. Jednak ten stan równowagi, potrafi być bardzo chwiejny i może łatwo się zmieniać. Zatem tylko mała zmiana warunków może spowodować gwałtowne skutki. Jak przypuszcza się, oziębienie i osuszenie stepów azjatyckich spowodowało emigrację Hunów na zachód, tym samym zagrażając cesarstwu. Ale co mają z tym wspólnego dzieci z artykułu z „The Guardian”?

Wkład człowieka

Rozwój techniki, medycyny oraz rewolucja przemysłowa dziewiętnastego wieku spowodowały masowy przyrost ludzi. Nie tylko przemysł zaczął “emitować” dwutlenek węgla w nieznanej wcześniej skali, ale także potrzeby na produkty zwiększyły się co najmniej siedmiokrotnie, napędzając emisję. I wszystko wskazuje na to, że populacja będzie dalej rosnąć. Przewidywane jest dziewięć miliardów ludzi do 2043 roku. Jeśli weźmie się pod uwagę tę tendencję, otrzyma się obraz przedstawiony we wspomnianym artykule. Autorzy tych badań liczą średnią ilość dwutlenku węgla, który jest wydzielany przez osobę w danej populacji, a następnie uznają, że każdy z rodziców przyczynia się w pięćdziesięciu procentach do emisji pochodzącej od swojego dziecka. Rosnąca populacja w świetle tej publikacji wydaje się być poważnym zagrożeniem, jednakże wnioski, niemal narzucające się na pierwszy rzut oka, okazują się być nie tylko całkowicie błędne, ale są ponadto co najmniej wątpliwe moralnie.

Wkład ludzki może doprowadzić zatem do całkowitego zachwiania równowagi i spowodowania, że oceany będą parować i jednocześnie wydzielać dwutlenek węgla aż do całkowitego zaniku wody, w wyniku czego Ziemia stanie się jałową pustynią. Czy wkład człowieka w globalne ocieplenie może doprowadzić do tak drastycznych skutków czy „tylko” spowodować ocieplenie klimatu o parę stopni, powodując straty, już teraz liczone w bilionach dolarów i przesiedlenia, co obserwujemy na przykład w Afryce? Już wielokrotnie zmiany klimatyczne doprowadziły do wędrówek ludów, tylko wtedy nikt nie zdołał wyliczyć strat finansowych z nimi związanymi. Na pewno jednak doprowadzały one do zagłady wiele państw.

W Apokalipsie jest ustęp o liczbie Bestii: Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć (Ap. 13:18). Jednak tą liczbę można interpretować inaczej. Liczba sześć jest przypisana w Biblii do człowieka, w tym dniu został stworzony. Zaś trzykrotne powtórzenie jakiegoś sformułowania w Piśmie Świętym oznacza cechę przypisywaną Bogu. Zatem liczba Bestii może być rozumiana jako: wywyższenie człowieka do roli Boga, czyli grzech ostatecznej pychy. Na tę interpretację wskazuje ustęp: liczba to bowiem człowieka (Ap. 13:18). Czy zatem człowiek, przypisując sobie boską moc kreacji, skazuje się na totalną anihilację, na przykład na skutek globalnego ocieplenia? Na to pytanie dzisiejsza nauka nie zna odpowiedzi, ale jest to, wydaje się, najważniejsze z pytań z jakimi mierzyliśmy się kiedykolwiek. Jest to pytanie o to czy przetrwamy, czy będziemy, potencjalnie, sprawcami własnej zagłady?

Co możemy zrobić?

Działania takie, jak ograniczenie emisji dwutlenku węgla i położenie nacisku na czystą energię mogą przyczynić się do znaczącego obniżenia czynnika ludzkiego w procesie globalnego ocieplenia. O trosce o środowisko pisze papież Franciszek w niedawnej encyklice „Laudato si” (pochwalony bądź), gdzie ze zdania czyń sobie Ziemię poddaną wyprowadza konieczność troski o stworzenie, a więc i o środowisko. Jednak ekologia nie może zahamować rozwoju gospodarczego i naukowego oraz populacyjnego, wtedy nie będzie po prostu środków na ochronę środowiska, pomijając całkowicie inne aspekty sprawy. Zresztą w Polsce nie ma możliwości wprowadzenia na masową skalę żadnego z rozwiązań spod znaku czystej energii, takich jak elektrownie wiatrowe czy słoneczne. Polska nie posiada także zasobów pierwiastków promieniotwórczych, zatem pozostaje import takowych. Zdawanie się tylko na elektrownie atomowe, w tym wypadku, jest pozbawianiem się suwerenności energetycznej, co może mieć fatalne skutki. To, co możemy zrobić jako Polacy, to minimalizować efekt, poprzez na przykład opalanie domów czystym węglem, w nowoczesnych piecach, zamiast opalać czym się da w tzw. kopciuchach.

Pixabay

Jednak wszystko wskazuje na to, że opisane zjawisko będzie postępować, ze względu między innymi na wzrastającą liczbę ludzi na planecie jak i na zwiększone zapotrzebowanie na energię. I to niezależnie od aktualnego szacowanego wkładu pochodzącego od działalności ludzkiej. Dodatkowo, jeśli okaże się, że czynniki antropogeniczne potęgują tylko naturalny proces, nasze działania mogą być niewystarczające.

Emigrować!

Już raz ludzkość została niemal unicestwiona na skutek wybuchu wulkanu na Jawie i zasłonięciu Słońca przez pył na wiele lat, powodując drastyczne oziębienie i wymieranie. Patrząc na aktualne zachowanie komory magmowej w parku Yellowstone, katastrofa tym razem globalnego oziębienia może nadejść całkiem naturalnie. Może nie być już miejsca na Ziemi, w które będziemy mogli się przenieść z powodu zmiany klimatu. Niemniej Barack Obama ma rację: We can still act and it won’t be too late (Możemy działać i nie będzie na to za późno).

To, co musimy zrobić, to zmienić nasze myślenie, bo zagrożenia, z którymi się mierzymy mają nową naturę i wymagają nowych środków. Globalne ocieplenie, wojna nuklearna czy genetycznie zmodyfikowany wirus, mogą zmieść nas z powierzchni Ziemi. Dosłownie. Musimy zrozumieć granice, jakie stawia nam nasze człowieczeństwo i nasza planeta. Nie możemy naginać reguł, których nie możemy zmienić. Stephen Hawking powiedział, że aby przetrwać, musimy udać się w przestrzeń kosmiczną. I ma rację.

Pomysł jest radykalny, ale czy nie tak samo radykalnie brzmiały słowa Krzysztofa Kolumba, że popłynie na Zachód, aby odnaleźć drogę do Indii? Odnalazł Amerykę. Czy Mojżesz wyprowadzając Żydów z Egiptu nie był uznany za szalonego? W Europie już jest duszno, a lata są tropikalne. W Portugalii i Włoszech na niespotykaną skalę płoną lasy z powodu coraz częstszych i coraz mocniejszych susz. W Afryce wysycha jezioro Czad i niedługo nie sto tysięcy imigrantów, a sto milionów stanie u bram Europy. To Ci, którzy żyją w pustynniejącej Afryce subsaharyjskiej. Jak sobie z tym poradzimy? A to tylko wierzchołek góry lodowej, nie wspominając o rozpuszczaniu lądolodów i zalaniu terenów, na których żyje obecnie dwa-trzy miliardy ludzi. Jako ludzie nie pomieścimy się wszyscy na naszej Ziemi, tak jak w Europie było duszno i ciasno w piętnastym wieku. Nie tylko za ciasno pod względem fizycznym, ale także ideowym, umysłowym. W końcu ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych sami byli potomkami ludzi, którzy nie byli akceptowani w Europie, którzy chcieli wprowadzić swoje ideały w życie. Oni rzucili wszystko i emigrowali. Teraz nadszedł czas, abyśmy i my opuścili bezpieczny dom, wyemigrowali z Ziemi i udali się w nieznane i czynili sobie nie tylko Ziemię poddaną (Rodz. 1:28), ale i Kosmos.

Powinno stać się to naczelnym zadaniem państw wysoko rozwiniętych. Inaczej pozostaje nam smutna wizja życia w lęku przed zniszczeniem oraz powolna degradacja i rezygnacja ze wszystkiego co dobre. W końcu zostało powiedziane, że mamy iść na cały świat (Mk 16,15).

Jan Kwapisz

Tekst ukazał się w czwartym numerze czasopisma „Rycerstwo” (listopad 2017). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.gazetarycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Rycerstwo

Zespół portalu GazetaRycerstwo.pl. Pierwotnie ukazywaliśmy się co pół roku jako bezpłatny studencki magazyn online. Chcemy tworzyć treści dla ambitnej młodzieży, który odróżnia się od innych tym, że przekaz skupia się na pozytywach i konstruktywnych myślach, nie zaś na szczuciu, agresywnej krytyce oraz negatywach