Dobroludzizm – terror XXI wieku

Od kilku lat zauważyć można pewną tendencję w środowiskach katolickich, gdzie wiara sprowadzana jest przede wszystkim do odnoszenia się do innych osób. Należy też zauważyć, że nie chodzi o uczciwe i dobre odnoszenie się, ale “miłe”. Zaś podstawą tego wszystkiego jest “nie osądzanie”.

Depositphotos

Dając przykład z grubej rury, można przywołać tu sytuacje z okresu tzw. “czarnego protestu”, gdzie środowiska aborcyjne i feministyczne sprzeciwiały się projektowi poszerzającemu ochronę życia i domagały się liberalizacji prawa w tym zakresie. Wówczas wśród niemałej części katolików – także i księży! – pojawiły się hasła, by nie krytykować tych środowisk (niekiedy wręcz domagano się poparcia), ponieważ “nie wolno osądzać”.

Innym przykładem jest sytuacja, gdy na chrześcijańskim forum pojawi się wyznanie rodem z portalu deon.pl, pt. “mieszkam bez ślubu z chłopakiem i moim zdaniem to nie grzech”. Wówczas pojawia się aprobata dla takiej postawy, ponieważ “Bóg jest miłością”, a kto wyrazi wobec tego jakąkolwiek krytykę, ten jest “faryzeuszem bez miłości w serduszku”.

Rozmycie zasad

Postawa “dobroludzizmu” nie mogłaby zaistnieć bez ogólnego rozmycia zasad w Kościele – zarówno ze strony kapłanów, którzy wolą być “fajni” aniżeli bezpośredni oraz wiernych, którzy poszukują raczej atrakcji aniżeli prawdy.

W momencie, gdy coraz większą popularność zdobywają grupy i wspólnoty, które wprost nazywają Tradycję “czymś złym”, “skostniałym”, etc., nawołują do samodzielnej interpretacji Pisma Świętego (a najczęściej jego przekładu, ponieważ język oryginalny mało kto przecież zna), siłą rzeczy pojawia się tendencja do usprawiedliwiania postaw czy zachowań, które odbiegają od nauki Kościoła.

Bardzo rzadko jednak wynika to ze złej woli człowieka. Bardzo często – z powodu powierzchownej katechizacji, czemu winni są przede wszystkim księża i rodzice – ludzie nie znają dokładnych zasad w Kościele na temat moralności czy oceniania.

Bo rzeczywiście, nie wolno oceniać człowieka, jak powiedział Jezus w Ewangelii. Ale już Św. Paweł zaznaczył, że nie tylko można, ale wręcz należy oceniać moralność czynów i postaw (vide: 1 Tes 5, 19-22).

Oczywiście kwestia tego, jak zawiniona jest niewiedza pozostaje sprawą indywidualną każdego człowieka. Jednak jego błędne przekonanie nie może sprawić, byśmy z tego powodu hamowali się z głoszeniem prawdy.

Odwrócenie porządku

Bardzo często przy postawie obrony czy wręcz akceptacji postawy złej z moralnego punktu widzenia jednocześnie pojawia się pogarda czy wrogość wobec Tradycji oraz katolickiej nauki odnośnie moralności.

Jest to dość logiczne następstwo. Ciężko bowiem byłoby występować przeciwko nauce Kościoła (podpierając się właściwie protestancką zasadą “sola Scriptura”) i jednocześnie nie mieć złych odczuć wobec nich.

Tak więc dobroludzizm – nieraz wynikających ze szczerze szlachetnych pobudek jego wyznawców – jest ostatecznie w opozycji do nauczania moralnego Kościoła i ze swojego założenia nastawiony wrogo. Zakłada on bowiem możliwość samodzielnej interpretacji Biblii i stawiania jej jako jedyną normę moralną (według więc subiektywnej oceny), porzucając kwestię kontekstu historycznego danego fragmentu oraz pozostawiając możliwość swobodnego doboru cytatów (co oznacza ograniczone poznanie z powodu odrzucenia tychże kontekstów). Oprócz tego jest on atrakcyjny ze względu na subiektywną ocenę swojego postępowania I braku autorytetów nad danym człowiekiem. Bo oto chrześcijanin sam sobie wyznacza, co jest dobre, a co złe. A głębszy kontekst? Albo – niestety, ale występujące u człowieka bardzo często – chęć “dopasowania” interpretacji pod swoje życie? Ojtam ojtam…

Pomyłka

Jak wspomniałem, dobroludzizm występuje tam, gdzie modernizm i upadek autorytetu nauczycielskiego Kościoła. Często też – w miejsce Boga – pojawia się kwestia samopoczucia lub… kultury osobistej.

Wśród wyznawców dobroludzizmu występuje coraz częściej przeświadczenie, że – uwaga, bo to mocne – osoba cierpiąca na depresję nie chce uwierzyć w Boga. Argumentują to tym, że chrześcijanin jest przecież radosny, zaś chorując na depresję (choć dobroludzizm raczej nie traktuje tejże jako choroby, lecz najwyraźniej wybór) popełnia się grzech. Widać to szczególnie w duchowości zielonoświątkowej.

Inna sprawa – kultura osobista staje w miejsce Boga. Tutaj akurat problem powoli znika, choć – o ironio – uderzył w niego protestant, John Eldrege w dość głośnej książce “Dzikie serce”. Wciąż jednak można spotkać się z postawą, gdzie właściwie wszystko jest dozwolone, byleby było robione “kulturalnie”.

I tak oto wolno kłamać, jeśli nie robi się tego w sposób wulgarny. Wolno kraść, jeśli ustawi się do tego odpowiednie przepisy i będzie się to robiło nie w nocy, lecz w dzień w eleganckiej koszuli. Wolno wreszcie mordować, byleby było to nazwane “zabiegiem”, np. aborcji lub eutanazji.

Tymczasem warto przypomnieć, że Chrystus w Ewangelii mówi, że Bóg dosłownie (co niestety bardzo złagodził przekład “Tysiąclatki”) “rzyga” tymi, którzy nie są gorący lub zimni”. Pomijając kwestię głębi tego wyrażenia (nie jest to zwykłe pozbycie się czegoś, lecz po wymiotowaniu pozostaje nam w ustach posmak, którego chce się jak najszybciej pozbyć, a niekoniecznie można), widzimy tutaj dość mocne stwierdzenie, niekoniecznie “kulturalne”. Rzecz jest nazwana po imieniu, bez względu na czyjeś “odczucia”.

Pamiętajmy też, że te słowa zostały wypowiedziane na początku I wieku, więc były one o wiele wulgarniejsze, niż dla nas obecnie.

Jak napisałem na początku, dobroludzizm będzie istniał wszędzie tam, gdzie będzie pozwalać się na własne interpretacje i gdzie spadać będzie autorytet nauczycielski Kościoła. Wystarczyłoby, by księża co jakiś czas – zamiast kolejnego kremówkowego kazania – przypomnieli podstawowe prawdy wiary czy nauczanie Kościoła odnośnie moralności, społeczeństwa, prawa własności, rodziny, etc. Niestety, wśród księży zdaje się tryumfować obecnie chęć bycia “fajnym”, “popularnym” i “miłym”.

Mam tylko nadzieję, że katolicy nie będą potem rozpaczać i udawać zdziwionych, gdy za 20 lat będą u nas burzone kościoły, a te, które pozostaną, będą świeciły pustkami. Dobroludzizm jest bowiem bardzo podobną błędną postawą, która wcześniej występowała na Zachodzie, a której efektem jest wyzbycie się religii (a więc i moralności) z przestrzeni publicznej.

Jerzy Kopanek

Tekst ukazał się w piątym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2018). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.gazetarycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.