Dywizjon 303 – historia prawdziwa?

Wikimedia Commons

15 września to rocznica decydującej batalii podczas Bitwy o Anglię 1940 r. – bitwy powietrznej, w której brytyjskie Royal Air Force rozprawiło się z niemieckim Luftwaffe. Bitwy, której wynik mógł być inny, gdyby nie wsparcie polskich lotników Dywizjonu 303. Polaków, których walka na śmierć i życie nie doczekała się dotychczas należnej pamięci w świadomości Europejczyków.

Angielski wrzesień 1940 roku był wciąż dziwnie pogodny i gorący. Niebo pełne lazurowej szczodrobliwości. Dni wschodziły jakby uśmiechnięte i taki był dzień owej decydującej niedzieli, 15 września: gdy świt rozwiał nocne mgły, pojawiły się na niebie lekkie, niskie chmurki, płynące przez cały dzień jak białe łabędzie, i od ich blasku słońce świeciło na Anglię jeszcze jaśniej niż w inne dni. Jakiś dzień łaskawy i rozmarzony, aż trudno było uwierzyć, że na tak bukolicznym tle rozegrał się najbardziej porywczy dramat ludzkości, że w tych pastelowych ramach zawisł groźny obraz najbardziej zawziętych zmagań i najgwałtowniejszych rozstrzygnięć – tymi słowami Arkady Fiedler rozpoczął jeden z ostatnich rozdziałów „Dywizjonu 303”. Fragment zapowiada opis ostatniego, decydującego dnia bitwy o Anglię.

Bitwa o Anglię stanowiła batalię w obronie tej części europejskiego terytorium, która od 1939 roku nie została jeszcze opanowana przez nazistowską III Rzeszę. Atak na Wielką Brytanię poprzedziła kapitulacja Francji. Marynarka brytyjska miała znaczącą przewagę nad Luftwaffe, zatem pierwszym celem Niemców było zwycięstwo w przestrzeni powietrznej. Walki toczyły się głównie w lipcu i sierpniu 1940 roku, jednakże to właśnie 15 września przeszedł do historii jako dzień ostatecznego rozprawienia się z niemiecką inwazją. Niebagatelną rolę odegrali tutaj lotnicy z Dywizjonu 303, ale i z mniej znanego nam Dywizjonu 302. W bitwach z messerschmittami polscy lotnicy uzyskali wyniki niewątpliwie zasługujące na uznanie, a w dalszej perspektywie – na pamięć. W ramach całego Royal Air Force, Dywizjon 303 miał najwięcej zestrzeleń wrogich pokładów: w 6 tygodni było ich min. 126, co daje wynik dwukrotnie wyższy niż jakiegokolwiek dywizjonu brytyjskiego.

Na podstawie książki Fiedlera powstał film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” (zresztą i sam pisarz pojawia się jako jedna z postaci filmu, choć epizodycznych), który miał swoją premierę 31 sierpnia br. Film w reżyserii Chorwata Denisa Delicia wyróżnia się znakomitą obsadą znanych polskich aktorów, m.in. Macieja Zakościelnego (Jan Zumbach), Piotra Adamczyka (Witolda Urbanowicza), Jana Wieczorkowskiego (Ludwik Paszkiewicz), Marcina Kwaśnego (John Kent), Antoniego Królikowskiego (Witold „Tolo” Łokuciewski), jak i tych, którzy nie mieli jeszcze swoich przysłowiowych 5 minut jako kinowe gwiazdy. Poza Polakami na ekranie możemy zobaczyć też m.in. grającą główną rolę kobiecą Angielkę Carę Theobold oraz pochodzącego z Wielkiej Brytanii Andrew Woodalla. Fabuła ukazuje początkowe uprzedzenia i wręcz pogardliwy stosunek brytyjskich decydentów względem polskich lotników, a także następujący po tym przełom, który doprowadził do zyskania przez Polaków poważania i akceptacji dla ich strategii, odwagi, sprytu i zwinności. Wdzięczność jednostek nie przełożyła się jednak na powojenną rzeczywistość, która została ukształtowana dyplomatycznymi rozmowami pokojowymi oraz unikaniem konfliktu z ZSRR. Nikt z zasłużonego ponadprzeciętnie dywizjonu nie brał udziału w uroczystym przelocie, a losy Polski na prawie pół wieku zostały podczas konferencji pokojowych przypieczętowane w sposób, którego skutki znamy. O tym ostatnim wątku w filmie jednak nie wspomniano – na wzór książki Fiedlera, która – napisana i wydana znaczniej wcześniej – krążyła już od 1943 r. wśród mieszkańców okupowanej Polski.

Ciągle się o nich mówiło, gdy Londyn spowijał dym

Najwięcej szkopów trafili – Dywizjon 303

Angielki za nimi szalały, choć Londyn spowijał dym

A oni na Polskę czekali – Dywizjon 303

Nie było biało-czerwonych, to chyba niczyja wina

Anglicy to dżentelmeni, nie chcieli drażnić Stalina  – fragment piosenki  „Dywizjon 303” zespołu Elektryczne Gitary.

Wobec lat przemilczeń i zakłamań, na aprobatę zasługuje fakt, iż w sierpniu br. na ekrany kin weszły dwa filmy o losach polskiego dywizjonu: ten już wspomniany oraz „303. Bitwa o Anglię” w reżyserii Davida Blaira. Drugi to brytyjska produkcja, choć pojawiają się w nim również polscy aktorzy, w tym Marcin Dorociński jako Witold Urbanowicz, dowódca Dywizjonu 303.

Polskiemu filmowi zarzuca się patetyczne tony, idealizację losu i życiorysów polskich pilotów, podczas gdy produkcja brytyjska stawia na dramatyzm i bynajmniej nie została stworzona „ku pokrzepieniu serc”. Tak czy inaczej, pozytywną konsekwencją ukazania historii Dywizjonu 303 współczesnemu odbiorcy, może być impuls do sięgnięcia po wiarygodne źródła historyczne, w tym autobiografie lotników dywizjonu. Bowiem, pomimo powojennych decyzji naszych tzw. sojuszników, warto przypomnieć słowa Winstona Churchilla:

Never in the field of human conflict was so much owed by so many to so few.

(Jeszcze nigdy w historii ludzkich konfliktów, tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym.)

Klaudia Koruba

Pochodzę z Dębicy w woj. podkarpackim, mieszkam w Krakowie. Jestem absolwentką administracji na WPiA UJ. Moją pasją i sposobem zarówno na odpoczynek, jak i samorozwój jest czytanie książek, z przewodnictwem Małgorzaty Musierowicz. Lubię gotować i pogłębiać wiedzę z zakresu zdrowego żywienia. Lubię być na bieżąco w rzeczywistości społecznej i politycznej. Jestem człowiekiem na wzór kota chodzącym własnymi drogami, który jednakże lubi ludzi i ceni sobie obecność bliskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.