Efekt wahadła, czyli mit, którym politycy usprawiedliwiają swoją bezczynność w obronie życia

unsplash.com/Facebook Fundacja Pro – Prawo do Życia (kolaż)

Lewica oraz część prawicy ostrzega przed tzw. efektem wahadła i powołuje się na niego, gdy mowa jest o zwiększeniu prawnej ochrony życia. Czym jest to mityczne wahadło? I czy cokolwiek wskazuje na to, że faktycznie ono istnieje?

Mówiąc w skrócie, efekt wahadła ma być zjawiskiem, według którego po zwiększeniu ochrony życia (czy też po „zaostrzeniu ustawy aborcyjnej”) szala przechyli się w kierunku lewicy, zmobilizuje społeczeństwo i w dłuższym okresie spowoduje to liberalizację prawa do aborcji.

Podstawowa sprawa – nigdy nie udowodniono istnienia takiego mechanizmu. Istnieje wiele zjawisk społecznych, które zostały opracowane i udowodniono ich istnienie. Jeśli chodzi o tzw. efekt wahadła, nie ma takich opracowań. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że próba argumentowania rzekomym efektem braku ochrony życia sprawia, że wszelkie zmiany prawne ze strony jakichkolwiek grup ideowych czy ideologicznych stają się bez sensu. Popadamy w absurd, ponieważ idąc tą drogą, należałoby dążyć do realizacji wizji państwa lewicowego, by poprzez efekt wahadła społeczeństwo zażądało samodzielnie dokładnej odwrotności. Dlatego też prawo należy zmieniać w kierunku dobra i sprawiedliwości.

Kolejna kwestia, prawo do życia to nie kwestia podatku, zezwolenia na budowę, kupna czy realizacji usług. Obecnie funkcjonujące prawo w Polsce sprawia, że całkowicie zgodnie z przepisami morduje się dzieci. Konkretne osoby, które z pewnością są bez żadnej winy, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie zdążyły dokonać żadnych wyborów. Stąd naciski na rządzących oraz pospieszanie ich jest niezwykle ważną sprawą. Dosłownie zależy od niej życie wielu osób.

Kolejną ułomnością teorii o rzekomym efekcie wahadła jest błędne przekonanie co do postawy zwolenników dostępu do legalnej aborcji. Otóż orędownicy efektu wahadła są jakby przekonani (a przynajmniej tak wynika z ich teorii), że środowiska lewicowe nie będą naciskały na liberalizację prawa do mordowania dzieci oraz dążyły do prób oswajania społeczeństwa z aborcją, a następnie przekonywania go, iż takowe nie tylko należy tolerować, ale też i akceptować. Innymi słowy, że nie będą dążyć do przekonania nas, że aborcja jest prawem czy to kobiety, czy w ogóle człowieka.

Wspomniałem na początku, że istnieją pewne zjawiska socjologiczne, których istnienie zostało wykazane. Jednym z nich jest tzw. spirala milczenia. Tejże można śmiało poświęcić osobny artykuł, co być może kiedyś zrobię. Mówiąc w skrócie, zjawisko polega na tym, że nawet jeśli większość społeczeństwa obstaje przy opcji X, a opcja Y zaś jest forsowana przez małą grupę, to milczenie zwolenników X osłabia przekonanie o słuszności tejże opcji. Jednocześnie ciągłe propagowanie i mówienie o opcji Y, jakkolwiek głupia by nie była, zacznie zyskiwać zwolenników. Jest to podobne do teorii propagandy według Goebbelsa, że „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”.

W związku z powyższym teoria o rzekomym efekcie wahadła (którego istnienia nigdy nie wykazano naukowo) stoi wprost w sprzeczności ze zjawiskiem spirali milczenia. To nie ciągłe mówienie o konieczności ochrony życia, lecz pomijanie i uciszanie tego tematu ma na społeczeństwo wpływ proaborcyjny.

Warto przypomnieć, że o efekcie wahadła niegdyś trąbiła niemiecka chadecja. Usprawiedliwiali się tym, że jeśli zmienią prawo, utracą władzę, zaś lewica wprowadzi jeszcze bardziej liberalne prawo zezwalające na mordowanie dzieci. Brzmi znajomo? Jak wiemy, obecnie w Niemczech prawo do zabijania nienarodzonych jest bardzo liberalne i nikt już nie ma odwagi jawnie mu się sprzeciwiać. Morderstwo stało się „prawem”, zaś chowanie głowy w piasek przed tematem nie uchroniło narodu przed masowym samo- i dzieciobójstwem.

Patrząc na powyższe, możemy mieć wrażenie, że osoby mówiące o efekcie wahadła są motywowane jedną z dwóch przesłanek. Pierwszą jest zwykłe nieprzemyślenie sprawy i brak wiedzy. Zrozumiałe – należy wówczas się dokształcić, a także nie popełniać ponownie błędu.

Niestety, powszechne jest – szczególnie gdy zwrócimy uwagę, jakie środowiska i opcje polityczne to robią – że to próba nacisku, by „uciszyć” obrońców życia tymże „argumentem”. Faktem jest jednak w obliczu powyższych, że usilne powtarzanie „efektu wahadła” jako „argumentu” w dyskusji raczej pokazuje pogardę rozmówcy wobec nas, a raczej naszej inteligencji. Poza sloganem i dorobioną do niego teoryjką efekt wahadła po prostu nie istnieje. Istnieje za to – nazwę to roboczo – efekt tchórza lub efekt hipokryty. Polega on na tym, iż osoby, które deklarowały się jako obrońcy życia, po przejęciu władzy i otrzymaniu odpowiednich środków zupełnie porzucają kwestię obrony życia, która jest jednym z fundamentów cywilizowanego świata.

Dominik Cwikła

Pomysłodawca i wydawca Gazety „Rycerstwo” oraz Kontrrewolucja.net. Dziennikarz, publicysta i aktywista. Kiedyś Zastępca Redaktora Naczelnego we wSensie.pl. Obecnie redaktor na nczas.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.