Ekologia a „ekologia”

Zbyt chętnie o tym nie wspomina się w mediach (bo „dobra zmiana” nie chce przyznać, że w imię zachodnich interesów jest gotowa wywalić na bruk kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy pracują w sektorze prywatnym) ale w Polsce mamy do czynienia z niezwykle silnym ekolobby. Nie będę jednak skupiał się na szczegółach organizacji, a poruszę samą istotę ruchów nazywanych „ekologicznymi”.

stopaborcji.pl

Ruch ekologiczny pojawił się właściwie w XX wieku i pierwotnie – podobnie jak feminizm – wcale nie był taki zły. W epoce stawiania kolejnych fabryk, ginięcia gatunków i masowych wycinek lasów, pojawiła się myśl, że na dłuższą metę będzie to dla człowieka szkodliwe.

Ekologizm płytki

To jest właśnie istota nurtu nazywanego „ekologizmem płytkim”. Zgodnie z tą doktryną, należy dbać o środowisko ze względu na dobro ludzkie. Eksploatacja przyrody? Normalna rzecz, ale trzeba zadbać choć częściowo o coś w zamian.

Stawianie fabryk przemysłu ciężkiego jak leci i oszczędzanie na technologiach prowadzi do wzrostu stężenia smogu. I nie mam tutaj na myśli smogu na poziomie Krakowa czy Warszawy, ale aglomeracji chińskich. Wyginięcie gatunku zwierzęcia prowadzi do załamania ekosystemu i plagi pasożytów, które uderzają w rolników, zaś to odbija się na całym społeczeństwie ze względu na wzrost cen.

Z drugiej strony normalną rzeczą jest zmniejszanie populacji zwierzęcia, na przykład dzika. Zbyt duży wzrost populacji tego stworzenia szkodzi nie tylko rolnikom (i to w ogromnym stopniu) ale stwarza też niebezpieczeństwo dla życia okolicznych mieszkańców czy też kierowców, jeśli dziki te „urzędują” w pobliżu trasy szybkiego ruchu. A kto miał zderzenie z dzikiem ten wie, że sytuacja jest niezwykle groźna.

Jeszcze inny przykład – zwierzęta hodowlane. Dobre ich traktowanie jest w interesie hodowcy. Zwierzę futerkowe żyjące w złych warunkach będzie miało niskiej jakości futro. Kurczak hodowany w złych warunkach da gorsze mięso. W ostateczności odbije się to na samym hodowcy.

Tak więc ekologizm płytki to dbanie o przyrodę z myślą o człowieku.

Ekologizm głęboki

Inaczej ma się rzecz w przypadku nurtu zwanego „ekologizmem głębokim”. Polega on na zrównaniu, a niekiedy wręcz na ustawieniu wyżej flory i/lub fauny, niż człowieka. W samym swoim założeniu nurt ten widzi relację człowiek-natura jako konflikt, w którym należy stanąć po stronie przyrody. Człowiek więc jest wrogiem.

Ochrona przyrody według przedstawicieli ekologizmu głębokiego nie wynika z troski o człowieka. Człowiek z założenia jest bowiem wrogiem przyrody, a jego ingerencja jest zawsze zła. Przyroda jest wartością samą w sobie i jest nadrzędna wobec człowieka.

To właśnie w tym nurcie znajdują się też wszelkie organizacje „ekologiczne”, które dopuszczają się działań ekoterrorystycznych i blokują budowy lub atakują właścicieli ferm. Najczęściej mają za sobą potężny kapitał związany z koncernami, które poprzez naiwność tychże ludzi chcą dokonać skoku na duże pieniądze.

Ekoterroryzm – przesadzony termin?

Słowo „ekoterroryzm” występuje wśród definicji FBI. James F. Jarboe w 2002 roku zdefiniował to zjawisko jako użycie lub grożenie użyciem przemocy o naturze przestępczej przeciwko ludziom lub własności przez zorientowaną na środowisko naturalne, mniejszościową grupę, z ekologiczno-politycznych powodów lub ukierunkowane na publiczność poza celem, zazwyczaj natury symbolicznej.

I patrząc na przeszłość, można śmiało powiedzieć, że to nie jest przesada. W 2002 roku 30 proc. wszystkich zagrożeń terrorystycznych na terytorium USA wiązało się właśnie z radykałami ekologicznymi. A zagrożenie wcale nie maleje.

W latach 1996-2003 ekoterroryści dokonali zniszczeń na 45 mln USD. W latach 2003-2008 – już na 200 mln USD.

Z kolei w Wielkiej Brytanii w 2012 roku – najprawdopodobniej z inspiracji środowisk ekoterrorystycznych – zastrzelono na ulicy 60-letniego potentata paliwowego, Mockforda z ExxonMobil. Oprócz niego, w zamachu zginęła także jego małżonka.

Rząd USA powołał specjalnie w celu ochrony przed zagrożeniem ekoterrorystycznym Animal Enterprise Terrorism Act, który zakazuje obywatelom Stanów angażowania się w akcje „mające na celu uszkodzenia lub ingerencję w działalność przedsiębiorstw hodowli zwierząt”.

W Polsce zaś za obecnego rządu władza wspiera organizacje skrajnych „ekologów”, forsując (o ironio – przy jednoczesnym odkładaniu na „świętego Nigdy” projekt „Zatrzymaj aborcję!”) projekt zakazujący hodowli zwierząt futerkowych.

W końcu czym dla ekofanatyków jest życie nienarodzonego dziecka wobec norki czy innej fretki…

Hajs się zgadza

W USA ekoterroryści często biorą na cel firmy paliwowe. Byli agenci służb bezpieczeństwa Stanów wspominają, że najpewniej lwia część ekoterrorystów finansowana jest przez Kreml. I piszę to jako osoba, która wielokrotnie zwraca uwagę, że nie należy Rosji przypisywać odpowiedzialności za wszelkie zło tego świata. To po prostu logiczna sprawa.

Ekoterroryści blokują wydobycie lub niszczą sprzęty należące do firm zajmujących się wydobywaniem gazu łupkowego. To z kolei sprawia, że Gazprom ma lepszą pozycję (w końcu w Rosji z ekoterroryzmem rozprawiono by się w trymiga, gdyby takowy występował). Zainwestowanie kilku milionów dolarów w organizacje, które wywołają szkody na kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tysięcy u konkurentów Gazpromu czy innych rosyjskich koncernów paliwowych nie jest przecież wielkim wydatkiem.

Dziwi mnie tylko, że w XXI wieku – epoce Internetu – wciąż znajduje się cała rzesza ludzi, która wierzy w to, że dobrze zorganizowane i finansowane zza granicy organizacje działają „dla dobra ludzkości”, a nie swoich kont bankowych…

Dominik Cwikła

Tekst ukazał się w piątym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2018). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.gazetarycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.