Gender to przy tym igraszka

pixabay
pixabay

Polska trzyma się twardo w kwestii obrony małżeństwa i normalności. Mimo usilnych i mocno sponsorowanych działań propagandowych, lobbyści środowisk LGBT czy też ideolodzy gender nie odnoszą w naszym kraju wielkich sukcesów. Jednak za tymi powszechnie znanymi widmami wyłania się inne zło.

Jest to coś, co już poznaliśmy, gdy różne frakcje obiecywały stworzenie raju na ziemi oraz nadczłowieka, choć w zupełnie innej, nowocześniejszej i o wiele niebezpieczniejszej formie. Jest to ideologia transhumanizmu.

Ten temat może brzmieć jak science-fiction, ale wiele wskazuje na to, że już za kilkadziesiąt lat transhumanizm będzie realnym widmem, które nawet teraz pomału wychyla się na świat. Wyobraźcie sobie, że możecie skopiować swój umysł – wszystkie wspomnienia, upodobania, wiedzę, umiejętności i doznania. Następnie przenosicie je do innego ciała – kobiety lub mężczyzny, dziecka lub dorosłego. Albo do komputera, który ma dostęp do sieci. Albo od razu ktoś tworzy kilkadziesiąt kopii i przeniesie Wasz umysł do komputera podpiętego pod maszynę. Transhumanizm – często oznaczany symbolem „T+” – to ideologia zmierzająca do stworzenia nadczłowieka poprzez wykorzystanie zaawansowanych technologii. Już teraz wśród aktywistów i zwolenników tego ruchu mówi się o stworzeniu boga, czy nawet bogów w miejsce ludzi.

Skąd pomysł?

O ile wspomniana przeze mnie wizja wydaje się być daleką przyszłością, jeszcze dalszą była dla Mikołaja Fiodorowa, prawosławnego filozofa, który już pod koniec XIX wieku mówił o przedłużeniu ludzkiego życia, a potem osiągnięciu nieśmiertelności, wskrzeszaniu zmarłych czy osiedlania się ludzkości na innych planetach. To właśnie Fiodorow uważany jest za prekursora transhumanizmu.

pixabay
pixabay

Pierwszy raz termin „transhumanizm” został użyty przez Juliana Huxleya, który stwierdził, że jest to człowiek pozostający człowiekiem, ale wykraczający poza siebie przez zrealizowanie nowych możliwości odnoszących się do jego natury. Obecną definicję utworzył urodzony w 1964 roku Max More: Transhumanizm to klasa filozofii, które próbują kierować nas w stronę kondycji postludzkiej. Transhumanizm dzieli wiele elementów z humanizmem – przede wszystkim szacunek dla rozumu i nauki, nacisk na postęp i docenianie roli człowieczeństwa (czy transczłowieczeństwa) w życiu. Transhumanizm różni się od humanizmu przez przyzwolenie (a nawet oczekiwanie) na radykalne zmiany w naszej naturze i dostępnych nam możliwościach oferowanych przez różne nauki i technologie.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej osobie ściśle związanej z ruchem transhumanistycznym. Jest nią Ferejdun Esfandijari, syn irańskiego dyplomaty. Zmienił nazwisko na „FM-2030”. Jestem osobą z XXI wieku, która przez przypadek została włączona w dwudziestym. Bardzo tęsknię za przyszłością – powiedział niegdyś.

Przybrane nazwisko wyrażało nadzieję na to, że w 2030 roku (on sam urodził się 100 lat przed tymże rokiem) technologia będzie na tyle rozwinięta, że zmarłym będzie można przywracać życie, a sam żywot będzie w nieskończoność wydłużany. Po jego śmierci 8 lipca 2000 roku został zatopiony w ciekłym azocie – temperatura minus 196 stopni Celsjusza – by, gdy technologia będzie miała taką możliwość, zostać przywróconym do życia.

pixabay
pixabay

Postczłowiek

To cel transhumanizmu. Stworzenie istoty silniejszej i inteligentniejszej od człowieka oraz praktycznie nieśmiertelnej. Ten ostatni aspekt ma zostać osiągnięty poprzez wspomniany już transfer umysłu do innego ciała lub komputera o wielkiej mocy. Niestety, takie możliwości wydają się być realne za kilkadziesiąt lat, ale o tym za chwilę.

Bóg stworzył człowieka śmiertelnym, z wieloma ograniczeniami fizycznymi i psychicznymi. Transhumaniści odrzucają to wszystko. Chcą, by człowiek dokonał rewolucji w swojej historii. Dzięki transferom umysłu chcą wyeliminować śmierć, choroby fizyczne i umysłowe, a także ograniczenia wynikające z fizyczności. Tylko czy będzie wtedy jeszcze miejsce dla człowieka?

Czy to w ogóle możliwe?

Krytycy twierdzą, że oczekiwania technologiczne transhumanistów są zbyt wielkie. Jednak musimy spojrzeć na fakty.

Obecnie uważa się, że umysł ludzki to pewne zjawisko, które ma miejsce w wyniku wymiany informacji między neuronami w mózgu. Każdy z nas ma od 15 do ponad 30 miliardów neuronów w głowie. a każdy z nich może mieć do 10 tys. połączeń synaptycznych.

Naukowcy próbują stworzyć jak najwierniejsze mapowanie, tj. próbę odtworzenia połączeń wszystkich neuronów oraz reakcji zachodzących między nimi. Pojawiają się tutaj ograniczenia wynikające z dostępnych obecnie procesorów oraz pojemności pamięci dysków.

W 1985 roku odtworzono mapę połączeń w układzie nerwowym pasożyta – nicienia, zaś 8 lat później przeprowadzono częściową próbę symulacji jej działania.

pixabay
pixabay

Sześć lat temu stworzono i zasymulowano model mózgu muszki owocowej. Wcześniej, bo w 2005 roku, rozpoczęto „Blue Brain Project”. W jego efekcie już w następnym roku pomyślnie przeprowadzono symulację pojedynczej kolumny neuronalnej mózgu szczura, w którym znajdowało się 10 tys. neuronów z milionem synaps. Zaledwie pięć lat później, dzięki superkomputerowi Blue Gene/P, stworzono symulację obwodu 100 kolumn neuronalnych. Zawierało się w nich milion neuronów (czyli sto razy więcej w przeciągu zaledwie kilku lat!) oraz miliard połączeń neuronalnych. To tyle samo, co w mózgu pszczoły.

Oczywiście człowiek nie mógł ograniczyć się do bakterii, insektów i zwierząt. Zabrano się za symulacje mózgu człowieka. Kierujący projektem BBP Henry Markam stwierdził, że do osiągnięcia skali ludzkiego mózgu potrzebny jest komputer, który pomieści 500 petabajtów danych. Ponieważ takich jednostek zapewne nie używacie, jest to 500 tys. terabajtów danych, czyli 500 mln gigabajtów. Są to wielkości używane m.in. przez Google, CERN, czy też Microsoft.

Markam powołał „Human Brain Project”. W styczniu 2013 roku wybrano go jako Europejski Projekt Flagowy, dzięki czemu w latach 2014-2020 ma uzyskać do 1 miliarda euro dofinansowania z naszych pieniędzy. W 2013 roku podobną inicjatywę podjęto także w Stanach Zjednoczonych. „Brain Activity Map” ma za zadanie w ciągu 10 lat umożliwić całkowite poznanie naszego umysłu i reakcji w nim zachodzących.

Fatalna rewolucja technologiczna

Oczywistym jest fakt, że rozwój technologii jest niemożliwy do zatrzymania. Technologia sama z siebie nie jest też zła. Dzięki nauce przedłuża się czas życia oraz poprawia jego jakość.

Obecna medycyna pozwala na wstawianie protez, dzięki czemu ludzie bez kończyn mogą znowu całkiem normalnie żyć.

Dzięki aparatom osoby z chorym słuchem znowu mogą słyszeć dźwięki. Gdyby nauka pozwoliła przywracać wzrok, byłoby to również pożyteczne. To wszystko jest dobre. Ale do pewnych granic i z zachowaniem pewnych zasad.

Postęp to – w klasycznym tego słowa znaczeniu – rozwój z uszanowaniem tradycji. Jak kończy się rewolucyjna przemiana w życiu społeczeństw – widzimy z historii. Herezja Marcina Lutra i narzucenie zmienionego z dnia na dzień podejścia do relacji międzyludzkich oraz na linii władza-społeczeństwo doprowadziło do krwawych wojen trwających nawet do kilkudziesięciu lat w całej Europie. Rewolucja industrialna i nagłe przestawienie się na produkcję masową spowodowało niespotykany wcześniej – nawet w czasach niewolnictwa w starożytności – wyzysk ogromnych rzesz ludzkich. Oprócz tego odbiło się to na trwałości rodziny oraz roli mężczyzny i kobiety.

pixabay
pixabay

Teraz zaś – jakby w ukryciu – szykuje się nam nową rewolucję. Pomijając kwestie rewolucji seksualnej, aborcyjnej, czy obecnie forsowanej ideologii genderowej, które wszystkie „wymiękają” przy tej opisywanej przeze mnie. Problemem nie będzie bowiem aborcja czy seksualność – po co bowiem w ogóle rodzić dzieci, skoro można będzie wyprodukować maszyny ze skopiowaną wcześniej inteligencją, która – jako prawdziwa inteligencja – będzie miała możliwość rozwijania się, do tego w o wiele szybszym tempie, niż „zwykły”, ludzki umysł? Jeśli świadomość ludzka zostanie zamknięta w maszynie, to po co komu płeć i kwestia seksualności? To wszystko zniknie – nie będzie ojca, matki, brata. Szykuje się rewolucję permanentną, która może usunąć rodzaj ludzki.

Nadczłowiek i „bóg”

Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Rosja, być może Chiny oraz inne kraje wydają ogromne pieniądze na rozwój technologii i badania nad ludzkim umysłem, by móc go kopiować. Standardowo – ma służyć postępowi społeczeństwa. W praktyce jednak – jak każda zabawa w Boga i nadczłowieka – może skończyć się światową tragedią.

Wydaje się, że transhumanizm może pokonać śmierć. Jednak ciężko stwierdzić, czy będzie to wciąż ta sama istota. Prawdziwa inteligencja przeniesiona do komputera raczej nie stanie się człowiekiem. Ludzkość – lub raczej rodzaj, który wówczas się pojawi – będzie uzależniony od zaawansowanych technologii oraz stałych dostaw energii, które będą utrzymywać maszyny sterowane przez umysły ludzi zamknięte w procesorach.

Według obecnych doświadczeń wynika, że być może dzięki połączeniu inteligencji ludzkiej z komputerem można przyspieszyć procesy myślowe, analityczne i inne. Jeśli część ludzkości przyjmie transhumanizm, gdy ruch ten będzie miał odpowiednie warunki do wprowadzenia swoich idei w życie, pozostali będą również musieli to zrobić lub zginąć. Ogromne potrzeby energetyczne bowiem zmuszą „tamtych” do ujarzmienia wszystkich źródeł surowców na ziemi. Nie będzie więc miejsca dla „zwykłych” ludzi, którzy chcą żyć jak dawniej. A człowiek – ograniczony naturalnymi zdolnościami mózgu oraz swoim ciałem – nie da rady powstrzymać ludzi-maszyn, którzy będą mieli zwielokrotnione zdolności umysłowe oraz fizyczne. Ludzkość doprowadzi się do stanu, w którym zniszczy samą siebie i to bez użycia bomb.

W takim świecie nie będzie miejsca na etykę – zastąpi ją technologia. Nie będzie rodzin ani płci – będzie wybór designu robota, do którego podłączy się umysł. Nie będzie ojczyzn i narodów – w najlepszym razie zastąpią je korporacje, które posiadają technologie do produkcji maszyn oraz kopiowania i przenoszenia umysłu. I wreszcie – nie będzie także Boga. Na jego miejsce wejdzie ludzka – jeśli jeszcze będziemy mogli mówić o człowieczeństwie – wola.

pixabay
pixabay

Warto zadać sobie pytanie: kto miałby tym wszystkim rządzić i administrować? Przy założeniu, że umysł można skopiować i przenieść w dowolne urządzenie, pojawia się przecież kwestia możliwości modyfikowania go.  Osoby mające dostęp do takich informacji mogłyby dokonywać zmian, chociażby w kwestii wolnej woli i posłuszeństwa. Niemożliwe? Przecież już teraz – wykorzystując luki w prawach państwowych oraz międzynarodowych – prowadzi się nielegalne badania nad komórkami ludzkimi. Czy więc wizja masowej „produkcji” postludzi – czyli wgrywania umysłów do maszyn – nie jest jednocześnie wizją ostatecznego zniewolenia? Przeraża trochę fakt, że w głównych mediach na ten temat nadal nic się nie mówi. A jest to przecież wizja, z którą – jak napisałem na początku – za kilkadziesiąt lat będziemy musieli się otwarcie zmierzyć, a która już teraz dokonuje poważnych postępów. Sam osobiście wątpię, by ktokolwiek chciał inwestować setki miliardów (i jeszcze więcej!) dolarów amerykańskich, funtów brytyjskich czy też euro, by „bez haczyków” poprawić warunki życia ludzkości. Nie wierzę w to, by ktoś chciał dokonać tak wielkiej rewolucji i nie sprawować nad jej żniwem jak największej kontroli.

Nie wszystko stracone

Ten proces jest finansowany przez najlepiej rozwinięte państwa świata oraz największe korporacje. Wydaje się, że prawie nic – poza kataklizmem lub wojną totalną – nie jest w stanie go powstrzymać. Są jednak dwie rzeczy, których człowiek nigdy nie obejdzie.

Pierwszą z nich jest ograniczenie w rzeczywistości. Może okazać się, że technologia nie jest jednak w stanie – choć dotychczasowe eksperymenty nie wskazują na to, wręcz przeciwnie – osiągnąć tak wielkich efektów, jakie się zakłada. Może okazać się, że ludzki mózg to pewien wyjątkowy element, którego żaden superkomputer nie jest w stanie odtworzyć w całości.

Drugą – właściwie oczywistą opcją – jest Boża wola. Gdyby ruch transhumanistyczny miał być bliski osiągnięcia swoich celów albo i nawet je wykonał, Boga nie pokonają, ani tym bardziej nie zgrają Jego umysłu. Z Bogiem nikt nie wygrał i nie wygra. A zabawa w Niego – co właściwie robią transhumaniści – nigdy nie była przez Niego dobrze postrzegana.

Dominik Cwikła

pixabay
pixabay

Tekst ukazał się w drugim numerze czasopisma „Rycerstwo” (listopad 2016). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.rycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.