Ikony działalności prolife w Kanadzie i USA

Stany Zjednoczone i Kanada kojarzą się nam, biednym Polakom, z dobrobytem, wolnością i możliwością realizacji nawet najśmielszych marzeń. Nowy Świat, pełen niesamowitych możliwości, mit pucybuta, który staje się milionerem, kraina mlekiem, miodem i dolarami płynąca. Czy jednak życie mieszkańców Ameryki Północnej naprawdę jest takie kolorowe? Czy każdy może być kim chce i robić co chce? Czy obywatele są równi wobec Boga i prawa? Cóż, w sumie tak. Prawie wszyscy. Z wyjątkiem dzieci nienarodzonych.

Facebook
Facebook

Pro choice – wybierz śmierć

Zarówno Kanada jak i USA słyną z bardzo liberalnego prawa aborcyjnego. Oba te kraje pokrywa sieć klinik aborcyjnych prowadzonych m.in. przez Planned Parenthood – „Zaplanowane Rodzicielstwo”. Zaplanowane czyli odpowiedzialne, przemyślane? Brzmi bardzo dobrze. Nie zapędzajmy się jednak. Wieloznaczność słów bywa zdradliwa. Dla Planned Parenthood planowanie rodzicielstwa nie oznacza bynajmniej, że młode małżeństwo (czy narzeczeństwo) siada przy herbatce i rozmawia o tym ile chcą mieć dzieci i jakie imiona im nadadzą. Oznacza to raczej, że kobieta będąca w ciąży może sobie zaplanować czy urodzić dziecko czy poddać je aborcji, czyli zamordować.

Osoby, które zetknęły się z przemysłem aborcyjnym, mówią otwarcie: pro choice to agitacja za aborcją. Kobieta w stanie błogosławionym, być może zaskoczona ciążą, być może pozbawiona wsparcia bliskich, być może nie posiadająca środków na utrzymanie dziecka, idzie do „lekarza” i pierwsze co słyszy to propozycja aborcji. Lekarz, którego zadaniem jest ochrona zdrowia i życia proponuje pacjentce zabicie poczętego dziecka jako rozwiązanie jej problemów. Oczywiście wszystko dla dobra pacjentki i w imię jej wolności obywatelskich. Bo ona ma prawo o sobie decydować.

Przez kliniki aborcyjne w USA i Kanadzie przewijają się co roku setki tysięcy kobiet. Wiele z nich ma 16 czy 17 lat, więc nawet kobietami nazwać ich nie można. To dziewczyny, które za szybko wkroczyły w świat dorosłych, które zwiodła permisywna edukacja seksualna głosząca, że aktywność seksualna jest OK o każdej porze, w każdym miejscu, z każdą napotkaną osobą. Bo przecież jest antykoncepcja, dzięki której unikną chorób wenerycznych i ciąży. A jeśli antykoncepcja zawiedzie to można pójść na zabieg i pozbyć się problemu. Tak, istnieją sposoby dzięki którym można się pozbyć niechcianego dziecka. Ale co ze złamanym sercem i poczuciem winy?

Planned Parenthood ma misję: pomaganie kobietom, które zaszły w niechcianą ciążę. Pomaganie – to brzmi dumnie. Pod tym pomaganiem kryje się krwawy biznes, bo na swoją działalność Planned Parenthood dostaje pieniądze od państwa. Wszyscy obywatele, czy są pro choice czy prolife, płacąc podatki finansują ośrodki aborcyjne. A ciała abortowanych dzieci sprzedawane są za ciężkie pieniądze koncernom farmaceutycznym jako materiał do badań naukowych. Nie, nie są to obelżywe insynuacje. Handel ciałami dzieci zabitych w łonie matek jest faktem.

Prolife – każde życie jest cenne

Działacze prolife wywodzą się z różnych środowisk, narodowości i wyznań. Łączy ich jedno: przekonanie, że każde życie ludzkie jest cenne. Cenne jest życie dziecka w okresie prenatalnym, życie nastolatka i życie schorowanego osiemdziesięciolatka. Cenne jest życie człowieka zdrowego i człowieka z Zespołem Downa. Cenne jest życie chrześcijanina i cenne jest życie buddysty. Cenne jest życie człowieka białego, czarnego i żółtego. Obrońcy życia zauważają jeden, ogromny problem: każdy człowiek jest narażony na prześladowania ale jest tylko jedna grupa ludzi, która nie potrafi się w żaden sposób obronić. Są to dzieci nienarodzone. Polegają one całkowicie na swojej matce, która daje im schronienie, pożywienie, poczucie bezpieczeństwa. A gdy zawiedzie je matka? Wtedy nie mogą się obronić nawet krzykiem.

Człowiek jest osobą posiadająca pełnię praw od poczęcia do naturalnej śmierci. Tak przynajmniej być powinno. Niestety, często prawo stanowione przeciwstawia się prawu naturalnemu i odbiera dziecku poczętemu status osoby, człowieka, a więc także odbiera mu prawo do ochrony życia. Każdy, kto uczęszczał na lekcje biologii, wie, że w chwili poczęcia powstaje nowe życie. W tym właśnie momencie określa się płeć, kolor oczu, kolor włosów i potencjalny wzrost nowej istoty ludzkiej. Dwumiesięczne dziecko wygląda jak mały człowieczek – ma tułów, głowę, dwie ręce, dwie nogi, kształtuje się jego układ nerwowy, więc odczuwa ono ból. Pięciomiesięczne dziecko ma już szanse na przeżycie przedwczesnego porodu. Zwolennicy aborcji nazywają nienarodzone dziecko „zlepkiem komórek” lub „produktem zapłodnienia”. Aborcja to dla nich zabieg podobny do wycięcia wyrostka lub wyrwania zęba. Nazwanie tego brakiem szacunku dla życia to stanowczo zbyt łagodne określenie.

Działacze prolife przemawiają w imieniu nienarodzonych dzieci. Są wyrzutem sumienia dla aborcjonistów, dla kobiet, które zabiły swoje dzieci. Nie są z tego powodu zbyt popularni. W sytuacji, gdy, teoretycznie, panuje wolność słowa i przekonań, prolajferom próbuje się zamknąć usta. Oczywiście w imię praw kobiet, które chcą decydować o swoim życiu i o swoim ciele. Wolność słowa pozwala aborcjonistom reklamować przerywanie ciąży w taki sposób, jakby to były masaże ujędrniające. Gdy działacze prolife próbują, korzystając także z wolności słowa, mówić o tym, że aborcja to zabójstwo zarzuca się im zacofanie, zaściankowość, bezzasadne wzbudzanie poczucia winy i sianie zgorszenia. Tym większy podziw budzą osoby, które od lat nie ustają w walce o życie dzieci zagrożonych aborcją.

Facebook
Facebook

Mary – współczesna Joanna d’Arc za kratami

Mary Wagner to chyba najbardziej rozpoznawalna działaczka prolife pochodzenia kanadyjskiego. Znana głównie z tego, że w ostatnim czasie częściej przebywa w więzieniu niż na wolności. Czyżby była prolajferką-kryminalistką? Jeśli za kryminalistę uznamy osobę notorycznie łamiąca prawo to tak – Mary jest kryminalistką. Jest nią, bo uparcie przeciwstawia się zalegalizowanemu bezprawiu, które pozwala na dokonanie aborcji na dowolnym etapie ciąży. Właśnie takie barbarzyńskie prawo obowiązuje w Kanadzie.

Mary pochodzi z katolickiej rodziny wielodzietnej. Miała ponad dziesięcioro rodzeństwa (także adoptowanego). Została wychowana w duchu prolife. Szacunek do życia, który wyniosła z domu rodzinnego był tak silny, że nowoczesne poglądy, z którymi zetknęła się najpierw w szkole, a potem na studiach, nie zdołały zachwiać jej przekonaniami. Gdy jej koleżanka z uczelni postanowiła dokonać aborcji, Mary towarzyszyła jej do placówki aborcyjnej, do ostatniej chwili próbując ją przekonać do zmiany decyzji. To był pierwszy krok na drodze, którą Mary podąża już od wielu lat.

Mary ponad dwa lata swojego życia spędziła w więzieniu. Czyżby kogoś napadła, okradła, pobiła? Nie. Powód dla którego trafia raz po raz do aresztu jest zawsze ten sam: obrona życia dzieci nienarodzonych. Kanadyjskie prawo zezwala na działalność „klinik” aborcyjnych. Nie chroni natomiast w żaden sposób życia dzieci w okresie prenatalnym. W majestacie prawa co roku zabijanych jest około 100 tysięcy (sic!) dzieci nienarodzonych, zaś Mary Wagner staje do walki z tym zalegalizowanym bezprawiem i krwawym biznesem uzbrojona w kwiaty i ulotki dotyczące szkodliwości aborcji.

Scenariusz jest zawsze ten sam. Mary wchodzi do poczekalni placówki aborcyjnej niosąc ulotki oraz białe i czerwone róże. Przysiada się do kobiet czekających na zabieg. Zaczyna z nimi rozmowę. Proponuje im pomoc jeśli zmienią zdanie i zrezygnują z aborcji. Wręcza kobietom ulotki i kwiaty. Modli się za nie i za ich dzieci. Ktoś z personelu kliniki dzwoni po policję. Stróże prawa zjawiają się, zakuwają Mary w kajdanki i odwożą ją do aresztu. Niebezpieczna kryminalistka została ujęta…

Mary trafia do więzienia za utrudnianie pracy „klinice” aborcyjnej i narażanie jej na straty finansowe. Jej argumentacja, że chce ratować dzieci zagrożone aborcją, trafia w próżnię. Liczy się tylko to, że ośrodek został narażony na straty.

Niektórzy ludzie pytają Mary: dlaczego jak tylko zostaje wypuszczona z więzienia, wraca do kontynuowania swojej misji, mimo, że wie, iż zostanie znowu aresztowana? Mary odpowiada, że kilkutygodniowy czy kilkumiesięczny pobyt w więzieniu to drobna niewygoda w porównaniu z tym, że tysiące dzieci są mordowane i nie ma nikogo kto by je obronił. I zapewnia, że będzie walczyć tak długo jak będzie trzeba żeby niesprawiedliwe prawo zostało zmienione.

Mary Wagner jest niczym współczesna Joanna d’Arc. Tyle, że – zamiast miecza – dzierży białe róże. Mocna wiara i przekonanie, że życie jest święte, dają jej siłę do walki przeciwko niemal całemu światu. Jest inspiracją dla środowisk prolife na całym świecie, także w Polsce. Ludzie piszą do niej listy z wyrazami solidarności i organizują pikiety w jej obronie. Ekipa z Polski nakręciła poruszający dokument pod tytułem: „Nie o Mary Wagner” (reż. Grzegorz Braun).

YouTube
YouTube

Linda – babcia prolife

Linda Gibbons także pochodzi z Kanady i jest przyjaciółką Mary Wagner. Jej doświadczenie życiowe jest odmienne od doświadczenia Mary ale obie panie łączy ten sam cel: obrona tych, którzy najbardziej tego potrzebują. Linda również sporą część swego życia spędziła w więzieniu za sprzeciwianie się mentalności proaborcyjnej.

Wiele osób zarzuca Mary Wagner, że ta wypowiada się na tematy o których sama nie ma pojęcia. Nie ma przecież dzieci, a mówi innym kobietom jak mają postępować z własnymi. Ten argument przy Lindzie zawodzi. Linda ma dzieci, wnuki i nawet jednego prawnuka. Linda zna radości i trudy macierzyństwa. Linda zna też ból po utracie dziecka, bo sama w młodości poddała się aborcji. Wyposażona w taką wiedzę i doświadczenie jest wręcz modelową działaczką prolife.

Linda to niepozorna starsza pani, niska i szczupła. Jest już po siedemdziesiątce i mogłoby się wydawać, że najodpowiedniejszym zajęciem dla niej byłoby siedzenie w domu i piastowanie wnuków. Niestety w domu spędza mało czasu. Od 1994 roku do dziś Linda spędziła w więzieniu ponad 10 lat. Wszystko z powodu prawa, które zabrania się zbliżać działaczom prolife do klinik aborcyjnych i miejsc zamieszkania ich pracowników na mniej niż 150 metrów. To prawo ma zagwarantować aborterom komfortowe warunki pracy. A Linda to dziwne prawo nagminnie łamie.

Linda nie zawsze była otwarta na życie. Jej pierwsza ciąża zakończyła się aborcją. Dopiero po kilku latach, gdy została chrześcijanką, Linda zrozumiała, że zabiła swoje pierwsze dziecko. To zmieniło jej światopogląd. Zaczęła walczyć o życie dzieci nienarodzonych. Przekonawszy się na własnej skórze jakim złem jest aborcja ale także jak piękne jest macierzyństwo (Linda ma trójkę dzieci) kobieta stała się bezkompromisowa. Kolejne pobyty w więzieniu (na pewno dość uciążliwe dla starszej kobiety) nie osłabiają jej zapału. Gdy tylko Linda wychodzi z więzienia to pojawia się pod kliniką aborcyjną z plakatem przedstawiającym niemowlę i napisem: „Dlaczego mamo? Mam tyle miłości do zaofiarowania”. Stoi tam i się modli.

Plakat przedstawiający dziecko i cicha modlitwa. To wystarczy by ktoś zadzwonił po policję. Bo starsza pani zakłóca legalną działalność „kliniki” aborcyjnej. Potencjalne pacjentki mogą się poczuć skrępowane i zawstydzone, mogą zrezygnować z zabiegu. Placówka mogłaby ponieść straty. Niewygodną staruszkę trzeba usunąć. Przyjeżdża policja, kilku rosłych, uzbrojonych mężczyzn zatrzymuje drobną, starszą kobietę. Zabierają ją do aresztu, bo złamała prawo. Znowu. O prawach dzieci, które są codziennie zabijane w ośrodku nikt nie chce mówić.

Eric McCarty, licencja CC BY 2.0, Wikimedia Commons
Eric McCarty, licencja CC BY 2.0, Wikimedia Commons

Gianna – skazana na śmierć

Gianna Jessen, młoda i pełna energii działaczka prolife ze Stanów Zjednoczonych, podobnie jak Linda Gibbons, przekonała się na własnej skórze czym jest aborcja. Tyle, że ona była jej ofiarą, której cudem udało się przeżyć. Tak, to dość częste zjawisko – sytuacja gdy w wyniku wykonania tak zwanej późnej aborcji rodzi się okaleczone i słabe ale wciąż żywe dziecko. Gianna była takim dzieckiem.

Gianna to młoda, piękna i radosna kobieta. Ma ładne oczy, uroczy uśmiech, zgrabną figurę i dobrą prezencję. Jest pełna życia, pełna optymizmu. Biorąc pod uwagę to, co ją spotkało w dzieciństwie, jej żywotność i optymizm wydają się wręcz zaskakujące.

Była dzieckiem niechcianym. Jej siedemnastoletnia biologiczna matka zdecydowała się na aborcję będąc w ósmym miesiącu ciąży. Wykonano na niej zabieg z użyciem solanki. Roztwór soli wstrzyknięty do macicy powinien poparzyć i śmiertelnie zatruć dziecko. Mimo to Gianna urodziła się żywa. Gdy personel przeprowadzający aborcję zorientował się, że dziecko żyje przewieziono je do szpitala. Lekarz-aborter musiał podpisać akt urodzenia dziewczynki. Skazaniec przeżył wykonanie wyroku śmierci i dostał drugą szansę.

Wskutek traumatycznego porodu, Gianne dotknęło dziecięce porażenie mózgowe. Jej zastępczy opiekunowie spisali dziewczynkę na straty, założyli, że będzie roślinką. Na szczęście, mając 17 miesięcy, Gianna trafiła pod opiekę zastępczej matki – Penny. Kobieta poświęciła mnóstwo czasu i wysiłku na rehabilitację przybranej córki. Mając 3 i pół roku Gianna zaczęła chodzić.

Dziś Gianna jest normalną młoda kobietą. Nic, poza lekkim utykaniem, nie wskazuje na traumę, jaką przeżyła. Gianna, będąc już dorosłą osobą, spotkała swoją biologiczną matkę i jej przebaczyła. Gianna jest ciepła, otwarta i radosna. Wygłasza na całym świecie prelekcje podczas których opowiada swoją historię, mówi o wielkości miłosiernego Boga i świętości każdego życia ludzkiego.  Czy można wskazać lepszego świadka tryumfu życia nad śmiercią niż ona (oczywiście poza Bogiem)? Czy można wskazać lepszy symbol nadziei? Jej niezwykła historia była inspiracją dla pięknego filmu „October baby” (pozycja obowiązkowa dla każdej osoby zainteresowanej tematyką prolife).

„Kładę przed tobą życie i śmierć…”

Żyjemy w dziwnych czasach. Mimo postępu naukowego i technologicznego, dzięki któremu możemy stwierdzić bez wątpliwości, że człowiek jest człowiekiem od poczęcia, szacunek do życia wcale nie jest oczywistością. Życie jest cenne – o ile jest chciane, o ile ma dobra jakość, o ile zostanie uchwalone takie prawo. Dziecko w okresie prenatalnym jest dzieckiem, o ile jest zdrowe i o ile jego rodzice oczekują narodzin potomka. Jeśli nie, to jest tylko zlepkiem komórek, którego można się pozbyć. Paradoksalnie więcej obrońców mają wieloryby czy nosorożce zagrożone wyginięciem niż miliony dzieci zabijanych w łonach matek.

Potrzebujemy osób, które będą głośno mówiły o bezcennej wartości życia ludzkiego, o jego świętości. W każdym miejscu na Ziemi, w każdym momencie. I sami musimy być takimi osobami, bo skoro przyzwalamy na aborcję, to już niedługo przyjdzie czas na powszechną legalizację eutanazji. Wtedy nie tylko nienarodzone dzieci będą zagrożone, ale każdy starszy, chory, niepełnosprawny człowiek. Każdy, kto nie jest młody, piękny, silny i produktywny. Zgoda na śmierć milionów dzieci jest zgodą na nasza własną śmierć. Czerpmy więc inspirację z Mary, Lindy i Gianny. Oraz innych im podobnych i wybierajmy życie.

Ewelina Jędrasik

Tekst ukazał się w pierwszym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2016). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.rycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Rycerstwo

Zespół portalu GazetaRycerstwo.pl. Pierwotnie ukazywaliśmy się co pół roku jako bezpłatny studencki magazyn online. Chcemy tworzyć treści dla ambitnej młodzieży, który odróżnia się od innych tym, że przekaz skupia się na pozytywach i konstruktywnych myślach, nie zaś na szczuciu, agresywnej krytyce oraz negatywach