Ksiądz śmieszkujący na Mszy może mieć poważny problem z poczuciem własnej męskości

Facebook Katolickie memy

Wkurza mnie postawa śmieszkujących księży. Nie mam na myśli bynajmniej przeróżnych sytuacji z życia codziennego, ale na Mszy świętej.

Kazanie? Najlepiej przeplatane żartami lub zabawnymi sytuacjami. Msza święta akademicka? Dajmy czadu, „luźno, bo Pan Bóg na pewno się nie pogniewa (choć ja nie byłbym tego taki pewien)”. Intencja za kogoś z okazji urodzin? Koniecznie zróbmy aluzję do wieku.

A może ktoś znajomy wszedł na Mszę? Podajmy mu rękę w trakcie trwania Liturgii. Wszystko w imię „swobody”. „Bo pierwsi chrześcijanie tak robili”.

Księża też czerpali wzorce

Pomijając już fakt, że poprzednie zdanie jest popularnym mitem, który nigdy nie miał miejsca (bowiem pierwsi chrześcijanie mieli bardzo poważne podejście do Liturgii i potrafili uszanować sferę sacrum), to ta postawa „luźnego kapłana” jest powiązana z kryzysem męskości.

Świętej pamięci poprzedni proboszcz mojej rodzinnej parafii zwykł mówić, że należy pamiętać, że tacy będą księża, jakie będą rodziny. Było to najczęściej mówione w kontekście oskarżania ogółu księży o kradzieże, pedofilię i wszelkie inne zło tego świata ze strony środowisk antyklerykalnych. Podkreślał, że księża nie są przecież hodowani w kapuście, lecz normalnie rodzą się, dojrzewają i są wychowywani właśnie w rodzinach.

Przez sporo lat służyłem do Mszy świętej, należałem też do różnych wspólnot „odnowowych”. Nie spotkałem się jednak z problemem pedofilii czy kradzieży. Mogę też stwierdzić, że stereotyp księdza-złodzieja jest wybitnie krzywdzący, ponieważ widziałem nieraz dokładnie odwrotne działanie duchownych, tzn. oddawali oni swoje pieniądze potrzebującym lub wspierali finansowo (na niemałe kwoty) osoby w niezwykle dramatycznych sytuacjach. Warto wspomnieć też swego czasu głośną postawę pewnego znanego jezuity, o. Grzegorza Kramera. O ile zwykle wywołuje on kontrowersje i raczej stronię od polecania jego przemyśleń ze względu na to, że – delikatnie mówiąc – niekoniecznie są one dobre, o tyle jego reakcja na to, gdy pewna neofeministka zapowiedziała zamordowanie swojego nienarodzonego dziecka była iście mocna. Zapowiedział, że jeśli nie dokona aborcji, to on wystąpi z zakonu i pomoże jej w utrzymaniu i wychowaniu go, jeśli ta tego zażąda. Jak więc widzimy, postawa gotowości do pomocy ludziom jest wśród duchownych wciąż mocna, nawet u jezuitów XXI wieku.

Śmieszkizm i popularność

Widzę jednak wśród kapłanów – szczególnie tych młodszych – zupełnie inny problem (jak to „faryzeusz bez miłości w serduszku”): Śmieszkowanie na Liturgii. Jak napisałem, dla popularności, fajności, czy błędnie pojętej „drogi dotarcia do młodych”, odstawia się istną szopę na Mszy świętej, za którą jeszcze kilka wieków temu bez mrugnięcia okiem masowo by suspendowano.

Jak wspominałem, widzę w tej kwestii związek z kryzysem męskości. Jak wiemy (wciąż na szczęście) kapłanami są tylko mężczyźni. Nie są oni wybierani przez parafianów i właściwie nie ma powodu, dla którego mieliby w głoszeniu prawdy obawiać się opinii tychże.

Niestety, w epoce kryzysu męskości ma miejsce strach o ocenę. Normalny, zdrowy mężczyzna upewni się tylko, czy to, co robi, robi dobrze i będzie się starał doskonalić. Opinia innych? No można czasem zwrócić uwagę, bo może ktoś dostrzeże coś, czego samemu się nie zauważyło (np. sposób wymowy czy gestykulacji), ale bez przesady z braniem tego pod uwagę. A jeśli ktoś krytykuje bo „nie podoba mu się”? A kogo obchodzi subiektywna opinia?

Tymczasem współcześnie coraz więcej księży patrzy na to, jak oceniają ich parafianie. Do kogo wolą chodzić do spowiedzi? Z kim wolą rozmawiać? Albo – o zgrozo – kogo bardziej lubią?

Kościół nie wygra w branży rozrywkowej i basta

Drodzy kapłani, już kard. Ratzinger stwierdził, że Kościół nie ma szans z przemysłem rozrywkowym. Jeśli ludzie będą chcieli rozrywki, to pójdą gdziekolwiek indziej niż do kościoła. Jasne, na relatywnie krótki czas uda się Wam przyciągnąć niemałą grupę do siebie. W końcu kto by nie chciał obejrzeć cyrku za darmo?

Jednak chętni na wrażenia szybko odejdą, ponieważ gdzie indziej będzie oferowana lepsza rozrywka. Tymczasem ludzie chcący uczestniczyć w godnie sprawowanej Liturgii będą coraz bardziej pomijani i szkalowani, co może również przyczynić się do odejścia np. w herezję sedewakantyzmu. O wiele atrakcyjniejsza jest bowiem opcja dla wiernych uważania się za „katolika wyklętego”, niż czekać, aż księża przestaną bawić się w stand-uperów i zaczną robić to, co do nich należy.

Nie pochwalam absolutnie sedectwa i nie usprawiedliwiam go. Jednak zastanawiam się, jak duży udział w Sądzie Ostatecznym będą mieli księża-śmieszki, którzy przyczynili się do tego, że całe rzesze ludzi zostało zwiedzionych tylko dlatego, że na hasło „Tradycja” ci rzucali hasła pt. „terroryzm”, „faryzeizm”, etc.?

Księża, kapłani, proszę Was ja i wielu innych, również młodych ludzi: Przestańcie śmieszkować na Mszy. Nie bawcie się w wodzirejów, bo ani nimi nie jesteście ani nie będziecie w tym zbyt dobrzy. Nie sypcie dowcipami na lewo i prawo w trakcie kazania, bo coraz więcej osób jest rozdrażnionych takim „Kościołem kremówkowym”. W trakcie Liturgii Chrystus dźwiga krzyż na Golgotę i umiera. To po prostu nie jest czas i miejsce na zabawy.

Dominik Cwikła

Tekst ukazał się w piątym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2018). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.gazetarycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Dominik Cwikła

Pomysłodawca i wydawca Gazety „Rycerstwo” oraz Kontrrewolucja.net. Dziennikarz, publicysta i aktywista