Księża-żołnierze – ramię zbrojne Kościoła katolickiego

Zagadnienie dotyczące księży, biorących czynny udział w działaniach zbrojnych, jest problemem dość specyficznym. Doktryna Kościoła katolickiego daje jasno i wyraźnie do zrozumienia, iż zadaniem duchownych jest przede wszystkim głoszenie miłosierdzia Boga, a nie branie udziału w działaniach, podczas których morduje się ludzi stworzonych na Jego obraz i podobieństwo.

Wikimedia Commons
Wikimedia Commons

Średniowieczne synody odbywające się na przestrzeni IV i XI w. występowały przeciwko używaniu przemocy przez osoby duchowne, wstępowaniu do klasztorów rycerzy uczestniczących w walkach, czy wręcz zakazywały modlenia się za duchownych, którzy polegli podczas czynnego uczestnictwa w działaniach zbrojnych. Jedyną dopuszczalną formą pełnienia posługi wobec żołnierzy była działalność kapelanów, którzy zapewniali walczącym wsparcie duchowe. Jednakże, abstrahując od takiej formy posługi, można zauważyć, iż historia Kościoła zna przypadki, kiedy to księża zmuszeni sytuacją, w tym zagrożeniem wiary oraz życia swojego i swoich wiernych, sięgali po broń, by walczyć w ich obronie.

Z uwagi na to, iż księżom nie wolno było przelewać krwi (np. przy użyciu miecza), szczególnie popularna wśród duchownych, zwłaszcza w średniowieczu, była broń obuchowa, która z jednej strony stanowiła skuteczny oręż przeciwko adwersarzom, a z drugiej nie powodowała wspomnianych wcześniej obrażeń. P. Marczak na łamach swojej monografii, poświęconej wojskom husyckim, zauważył pewną sprzeczność. Po pierwsze, trzeba zadać pytanie o to czy śmierć zadana maczugą czy pałką jest bardziej miłosierna niż gdyby to zrobić mieczem i czy nie jest to mimo wszystko naruszenie wspominanej na początku doktryny Kościoła? Przecież okaleczenie kogoś, czy nawet zabicie ma taki sam skutek, niezależnie od tego czy spowodowane zostało maczugą, toporem czy też mieczem. Nie jest to problem, który chciałbym na łamach tego artykułu rozstrzygać. Faktem jest natomiast to, że duchowni, zmuszeni do walki, często korzystali z tego właśnie typu oręża.

Bez względu na środki, przy których użyciu walczono, księża-żołnierze są najbardziej dobitnym przykładem Kościoła walczącego, odnoszącego się nie tylko do sfery duchowej ale przede wszystkim ludzkiej. Jak to mądrze zauważył jeden z najwybitniejszych teoretyków wojskowości, Sun Tzu, Wojna jest największą sprawą państwa, podstawą życia i śmierci […], przetrwania lub zagłady. Zjawisko to towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat i jest niejako wpisane w jego egzystencję. Choć Kościół potępiał wojnę jako taką, istniało również pojęcie wojny sprawiedliwej, toczonej w obronie różnego rodzaju wartości, bliskich człowiekowi i Kościołowi.

W takiej właśnie wojnie brał udział arcybiskup Reims – Turpin, bohater jednego z najstarszych eposów rycerskich „Pieśń o Rolandzie”, będący po dziś dzień jednym z największych symboli kościoła walczącego.

Wikimedia Commons
Wikimedia Commons

Etos Kościoła walczącego w postaci arcybiskupa Turpina

Choć arcybiskup jest jedynie postacią drugoplanową eposu, jest ona kluczowa w kontekście tematu podjętego w artykule. Po pierwsze, jest przykładem kapelana, który pełni posługę duszpasterską wśród rycerzy i zagrzewa ich do walki. Odwołuje się do ich wiary i męstwa, które muszą wykorzystać w obronie chrześcijaństwa. Panowie barony […] dla naszego króla trzeba nam mężnie umrzeć. Pomóżcie bronić chrześcijaństwa. Czeka nas bitwa […], Kajajcie się za grzechy i proście Boga o przebaczenie; ja was rozgrzeszę, aby ocalić wasze dusze. Jeśli pomrzecie będą z was święte męczenniki […]. Jak możemy przeczytać dalej, przemowa ta wywarła duże wrażenie na żołnierzach, podniosła ich morale oraz dała impuls motywacyjny do skuteczniejszego stawiania oporu nieprzyjacielowi. Po drugie, sam duchowny osobiście zaangażował się w walkę i mężnie stawiał czoła Saracenom, w tym także samemu królowi Korsabilisowi, któremu […] skruszył […] tarczę, rozpruł pancerz, wbił […] w ciało wielką kopię […], po czym powalił go martwego na ziemię. Mimo ran, cały czas zagrzewał żołnierzy do walki słowami bijcie Francuzi! Niech żaden się nie zapomina! Pierwszy cios jest nasz, Bogu za niego chwała
.
Niestety, mimo niezłomnej postawy, bitwa w wąwozie Roncevau, była ostatnią potyczką wojowniczego duchownego. Jego śmierć ma również wymiar symboliczny. Kiedy Turpin rejmski czuje, że spada z konia z ciałem przeszytym czterema włóczniami, szybko się prostuje dzielny rycerz! Szuka spojrzeniem Rolanda […] i powiada tylko jedno słowo: „Nie jestem zwyciężony! Rycerz, póki żyje, nie poddaje się”.

Przed śmiercią, za pomocą swego miecza Almasa, Turpin zdołał jeszcze uszczuplić armię saraceńską, zanim ostatecznie zmarł w skutek odniesionych ran. Celem przewodnim całego dzieła było wezwanie rycerstwa do stawienia czoła wojującemu islamowi. W okresie wojen krzyżowych, bohaterowie eposu mieli stać się symbolami walki w obronie wiary i Tradycji chrześcijańskiej. Ich postawa miała pokazywać, iż walczyć należy do końca, a męczeńska śmierć jest największą chwałą rycerza walczącego w obronie wiary. Turpin symbolizuje tutaj Kościół, który również powinien partycypować w takiej walce. To właśnie jego postać jest pewnym punktem odniesienia dla wszystkich duchownych, którzy brali aktywny udział w walce za najwyższe wartości i nie bali się ofiarować własnego życia w ich obronie.

Wikimedia Commons
Wikimedia Commons

Między mieczem a krucyfiksem. Średniowieczni księża-rycerze

W epoce średniowiecza, pomimo surowych reguł obowiązujących duchownych dotyczących ich militarnego zaangażowania, mamy bardzo wiele przykładów świadczących o czymś zgoła odmiennym. Kilka co ciekawszych podaje nam W. Szymborski w swoim artykule dotyczącym księży walczących, opublikowanym na portalu stacja7.pl.

Jednym z takich przykładów, był walczący z Normanami w IX w. opat Saint-Germain-des Pres Gozlin. W 885 r. brał udział w odparciu normańskiego ataku, walcząc swoją ulubioną bronią – toporem bojowym. Złamanie reguł Kościoła nie przeszkodziło mu w osiągnięciu wysokiego rangą biskupstwa paryskiego. Innym przykładem przytoczonym przez autora jest biskup Beauvais, który w bitwie pod tymże miastem w 1214 r. […] jak niepomny godności trzymał w dłoni pałkę, tak w czoło cios wymierzył, iż hełm skruszył całkiem, powalając w ten sposób, a następnie biorąc do niewoli brata króla angielskiego.

Inny charakter służby wojskowej możemy dostrzec w przypadku przytoczonego przez Szymborskiego – opata Odona. W 859 r. osobiście dowodził on obroną klasztoru w Corbie przeciwko wojowniczym wikingom. Warto również wspomnieć o Ademarze z Monteil, legacie papieskim, towarzyszącym I wyprawie krzyżowej. Biskup Le Puy, posiadając liczne talenty i umiejętności zarówno w sferze dyplomatycznej jak i wojskowej, był najlepszym kandydatem papieża Urbana II na legata i kapelana towarzyszącego rycerzom. Jego umiejętności dyplomatyczne zażegnały niejeden trudny do rozwiązania konflikt.

Istotnym faktem jest również to, że w okresie wypraw krzyżowych powstały zakony rycerskie, których zadaniem była ochrona pielgrzymów, miejsc świętych oraz walka za wiarę. Zakony te cechowały surowe reguły, m.in. nakazujące życie w celibacie czy struktura organizacyjna, według której na czele zakonu stała kapituła z wielkim mistrzem na czele, a której bezwzględnie podlegli byli niżsi rangą dowódcy. Ci rycerze-zakonnicy przez lata walk wypracowali wiele skutecznych technik posługiwania się orężem. Oprócz tego zajmowali się również działalnością medyczną (joannici), czy operacjami finansowymi (templariusze).

Na polskim gruncie, według relacji J. Długosza i K. Niesieckiego, możemy zaobserwować etos księdza-wojownika w życiorysie Zbigniewa Oleśnickiego, który brał udział w walkach z niemieckim zakonem rycerskim – Krzyżakami. Jak pisze Niesiecki […] z młodszych lat rycerskich sztuk się był chwycił i podczas sławnej pod Grunwaldem z krzyżakami potyczki, gdy Dipold Kikeryc […], na Jegiełła króla godził, […] on Dipolda z konia zwalił, którego Król w czoło swoją kopią uderzył; a drudzy dobili.

W zdecydowanej większości przytoczonych przed chwilą przypadków, możemy zauważyć przewagę biskupów, czyli przedstawicieli wyższego stanu duchownego. Pokazuje to ciekawą prawidłowość, iż aktywne uczestnictwo w walce nie miało wpływu na kariery tych osób na łonie Kościoła katolickiego, pomimo ich aktywnego uczestnictwa w walce. Choć Kościół potępiał agresję, mógł doceniać swoich przedstawicieli, którzy występowali w jego obronie. Życiorys osoby, którą za chwilę przedstawię, najbardziej oddawał przytaczany już wcześniej etos arcybiskupa Turpina oraz ideały Kościoła walczącego. Mowa tu o węgierskim duchownym, Palu Tomorim.

Pal Tomori – XVI-wieczny odpowiednik abpa Turpina

Na początek kilka słów wprowadzenia odnośnie historii. W 1490 r. zmarł jeden z najwybitniejszych władców węgierskich, Maciej Korwin. Po jego śmierci na tronie zasiedli przedstawiciel polskiej dynastii Jagiellonów: Władysław II a następnie jego syn, Ludwik. Sułtanem tureckim był w tym czasie energiczny i charyzmatyczny Sulejman, zwany Wspaniałym. Królestwo węgierskie, osłabione walkami frakcji, nie było w pełni przygotowane na walkę z tak potężnym przeciwnikiem jakim było państwo tureckiego władcy. Stosunki między Węgrami, a Turcją pomimo zawartego pokoju, nie przedstawiały się najlepiej. Dodatkowo zaogniły je postępowanie młodego króla Ludwika, który zatrzymał w Budzie posła tureckiego wbrew jego woli, a którego zadaniem było odnowienie traktatów pokojowych. Młody król był świadomy zbliżającego się konfliktu. W razie jego wybuchu liczył na wsparcie cesarza Karola V. Niestety, uwikłanie cesarza w wojnę z Francją, a także postępująca w krajach niemieckich reformacja, spowodowały, iż odmówił on wsparcia wojskowego, w wyniku czego Królestwo Węgier zostało osamotnione.

Zimą 1521 r. rozpoczął sie najazd turecki na Węgry. Pal Tomori, biskup Kalocsy, objął dowództwo nad częścią armii. Jego zadaniem była obrona południowego odcinka kraju. W wyniku licznych walk, potyczek i podjazdów, udało mu się rozbić w sumie ok. 15 tys. żołnierzy tureckich. Nie zmieniło to jednak trudnej sytuacji. Ofensywa trwała nadal, a Tomori mógł jedynie informować króla o jej kierunku. 2 sierpnia 1526 r. król Ludwik dotarł do Tolny, gdzie rozpoczęło się gromadzenie sił mających stawić czoła Turkom. Na wezwanie królewskie stawili się węgierscy biskupi, a także Jerzy i Jan Zapolya. Planowano wydać wojskom tureckim bitwę w miejscowości Mohacz, leżącej nad Dunajem. Tomori, wraz z towarzyszącymi mu rycerzami, przeprawił się przez rzekę, po czym dołączył do generalnego zgrupowania. Armia była skompletowana i gotowa. 29 sierpnia rozgorzała krwawa bitwa, która spowodowała wiele konsekwencji, zarówno politycznych jak i wojskowych. Biskup Kalocsy na czele swoich rycerzy mężnie poprowadził szarżę, która dotarła w pobliże samego sułtana. Jednak gęsty ogień tureckich armat spowodował wstrzymanie natarcia. Rycerstwo zmuszone sytuacją, cofnęło się w stronę obozu królewskiego. Na wycofujących się żołnierzy węgierskich, uderzyła część lekkiej jazdy tureckiej. Druga w tym samym czasie dokonała ataku na obóz królewski. Zakleszczeni z dwóch stron Węgrzy bronili się zacięcie, jednakże brak możliwości manewru i nacierające nieustannie siły przeciwnika okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny. Bitwa zakończyła się klęską wojsk Królestwa Węgierskiego, zaledwie po dwóch godzinach. Do samego końca walczył bohaterski arcybiskup, który poległ wraz ze swoimi żołnierzami oraz innymi biskupami, m.in.: Laszlo Szalkaiem, Ferencem Pereneyi, Balazsem z Gyro, Fulopem Mori oraz Gyrogiem Palinayem.

Historia Pala Tomoriego w pewien sposób przypomina tę, którą mieliśmy okazję poznać przy okazji pieśni o Rolandzie, a która dotyczyła arcybiskupa Turpina. Obaj duchowni musieli stawić czoła muzułmańskiej potędze, obaj zginęli w bitwie walcząc do samego końca i obaj byli nie tylko sprawnymi dowódcami, ale również świetnymi żołnierzami. Po dzisiejszy dzień Pal Tomori jest węgierskim bohaterem narodowym, symbolizującym Kościół walczący, który stawił czoło islamskiemu atakowi.

Wikimedia Commons
Wikimedia Commons

Bogu i żołnierzom – czas kapelanów wojskowych

W latach późniejszych, idea Kościoła walczącego trochę się zmieniła. Choć nadal zdarzały sie przypadki księży zaangażowanych w działania wojskowe, to ich rola w tych działaniach była nieco inna od tej w średniowieczu.

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów duchowni, jako posiadacze ziemscy, musieli partycypować w obronie ojczyzny, wyznaczając np. własne poczty na wyprawy pospolitego ruszenia. Oprócz tego, pełnili funkcje kapelanów wojskowych, wspierając walczących w trudnych chwilach. Niektórzy spośród bogatszych przedstawicieli duchowieństwa, wywodzących się np. z magnaterii, wystawiali prywatne chorągwie, które służyły w armii koronnej. Przykładem jest choćby 100-konna chorągiew kozacka prymasa Andrzeja Leszczyńskiego, która wzięła udział w bitwie beresteckiej. W przypadkach takich chorągwi najczęściej dowodził nie ten, który ją wystawiał, ale wyznaczony przez niego porucznik bądź namiestnik.

Nie zmienia to faktu, iż wystawiający musiał za swoje pieniądze wyekwipować i skompletować wspomnianą chorągiew, ponosząc koszty własne i partycypując tym samym w obronie ojczyzny. Mówiąc o konkretnych przykładach, nie sposób pominąć bohaterskiego obrońcy klasztoru częstochowskiego, przeora Augustyna Kordeckiego czy księdza Jędrzeja Kitowicza. Tego drugiego znamy jako pisarza, pamiętnikarza oraz historyka, opisującego obyczaje panujące w czasach saskich. Natomiast mało znany jest jego epizod walk jako rotmistrza po stronie konfederatów barskich w oddziałach Ignacego Malczewskiego. Został on również kwatermistrzem Józefa Zaremby, komendanta generalnego wojsk wielkopolskich. Święcenia przyjął już po opuszczeniu szeregów wojska. Służba w armii pozwoliła mu w nieco inny sposób spojrzeć na sprawy wojska, które z odpowiednią znajomością opisał na kartach swoich dzieł.

Z okresu zaborów, koniecznie trzeba wspomnieć o ks. Stanisławie Brzósce i św. o. Rafale Kalinowskim. Pierwszy z nich był naczelnym kapelanem powstańców styczniowych w stopniu generała. Osobiście dowodził 40-konnym odziałem oraz walczył i wspierał żołnierzy pod Siemiatyczami, Woskrzenicami, Gręzówką, Włodawą, Sławatyczami oraz Fajsławicami. Ostatecznie został wydany i stracony przez Rosjan. Egzekucja odbyła się na rynku 23 maja 1865 r. w Sokołowie Podlaskim. Ojciec Kalinowski nie brał bezpośredniego udziału w walkach, lecz dzięki wiedzy inżynieryjnej oraz znajomości armii carskiej, w której służył w stopniu porucznika, zajmował się organizacją wojska na Litwie oraz przygotowywaniem planów wojskowych. On także został skazany na karę śmierci, jednak wyrok zamieniono na zesłanie. W 1877 r. (czyli po zakończeniu kariery wojskowej), wstąpił do zakonu karmelitów bosych w którym spędził 30 lat. Święty Papież Jan Paweł II kanonizował go w 1991 r.

Na koniec wypadałoby przytoczyć przykład ks. Ignacego Skorupki, kapelana wojska polskiego w okresie wojny polsko-bolszewickiej. To on spowiadał żołnierzy przed bitwą oraz towarzyszył im i pełnił dla nich posługę aż do momentu śmierci w trakcie działań zbrojnych 14 sierpnia 1920 r.

Trudna misja Kościoła walczącego

Większość przytoczonych w artykule postaci (szczególnie tych z okresu średniowiecza), to wyżsi hierarchowie kościelni – biskupi i arcybiskupi. Zapewne w historii Kościoła można spotkać jeszcze wiele innych przykładów na bohaterstwo duchownych, także tych niższego szczebla w hierarchii, którzy na równi z żołnierzami brali udział w działaniach zbrojnych. Z wszystkich przytoczonych tutaj sylwetek można wysnuć jeden wniosek: przedstawieni duchowni w najbardziej obrazowy sposób realizowali zasadę walki za wiarę chrześcijańską, ojczyznę oraz wyższe wartości.

Gdy nadeszła godzina próby, nie wahali się poświęcić własnego życia. W ich życiorysach najpełniej realizował się etos arcybiskupa Turpina. Etos walki w imię Boga, honoru i ojczyzny, czyli wartości nadrzędnych dla każdego, duchownego czy świeckiego.

Bartosz Staręgowski

Tekst ukazał się w drugim numerze czasopisma „Rycerstwo” (listopad 2016). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.rycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Rycerstwo

Zespół portalu GazetaRycerstwo.pl. Pierwotnie ukazywaliśmy się co pół roku jako bezpłatny studencki magazyn online. Chcemy tworzyć treści dla ambitnej młodzieży, który odróżnia się od innych tym, że przekaz skupia się na pozytywach i konstruktywnych myślach, nie zaś na szczuciu, agresywnej krytyce oraz negatywach