Mężczyzna, czyli wojownik

FreeImages.com
FreeImages.com

Etos mężczyzny–wojownika nie wziął się znikąd. Książki, obrazy, podania ludowe, baśnie, poezja i filmy zbudowały ten obraz. Przyjrzyjmy się genezie tego stwierdzenia i temu, do jakich płaszczyzn naszego życia się ono odnosi. Czy zaczyna się i kończy na cielesności? I w końcu gdzie dzisiejsi wojownicy się podziali?

Początek

Księga Rodzaju ukazuje stworzenie Adama, mężczyzny. Został on stworzony na pustkowiu, musiał zadbać o ogród, ponazywać zwierzęta. Innymi słowy: miał roboty po pachy i nie narzekał na nudę. Przedstawiony został tutaj obraz mężczyzny, który nazywa rzeczy po imieniu i dba o swój świat, będąc cały czas w kontakcie z Bogiem.

Biblia przedstawia wielu wojowników, zmagających się zarówno z widocznymi przeciwnikami, tocząc z nimi wojny, pojedynki, jak i z tymi niewidocznymi, czasami siłując się z samym Bogiem. Biblijni wojownicy zawsze, gdy słuchali się Boga i wypełniali jego polecenia, wygrywali. Czasami dokonywali tego mając po swojej stronie o wiele mniej siły. Przykładami mogą tu być Dawid i jego pojedynek z Goliatem, zmniejszenie liczebności armii Gedeona. Jednak, gdy odwracali się od Pana, upadali. Ukazuje to dobrze koniec historii Salomona, który, zamiast iść na wojnę, został w pałacu, wysyłając swojego przyjaciela na front, a samemu uwodząc jego żonę.

Największym wojownikiem, bez dwóch zdań, jest Jezus. Mimo, że jego obraz został zniekształcony, to był z całą pewnością gwałtownikiem i nie rozchodzi się mi tu o scenę, w której przepędził handlarzy ze świątyni. Na każdym kroku walczył z faryzeuszami, wytykając im to, jacy są. Nie miał cały czas miłej i łagodnej mowy, lecz mówił z mocą trafiając w sedno sprawy. Robił to wszystko będąc człowiekiem, czyli zmagającym się z tymi samymi problemami, co mężczyźni przez następne dwa tysiące lat. Czasem trudno sobie to uświadomić, lecz tak było i jest.

Spójrzmy teraz z nieco innej strony na ten ów początek. Mężczyźni, dysponując większą siłą niż kobiety, odpowiadali za wykarmienie i bezpieczeństwo swojej rodziny. Musieli chodzić na polowania, gdzie jemu i jego towarzyszom nieraz śmierć zaglądała w oczy, broniąc osady lub jaskini przed dzikimi zwierzętami lub innymi plemionami. Chwytali za broń i szli czasami na pewną śmierć.

Małą namiastkę takiego koczowniczego życia możemy spotkać u plemion Indian zamieszkujących Amerykę Południową, Australię, czy u plemion Afrykańskich, gdzie mężczyźni noszą broń, chodzą na polowania i dbają o bezpieczeństwo osady. Nadal możemy spotkać tam o wiele ważniejsze rzeczy, jak rytuały inicjacji i uczenia na naradzie przekazywania mądrości z ojca na syna.

Średniowiecze i dalej

Jeff Kubina, CC BY-SA 2.0 via Flickr.com
Jeff Kubina, CC BY-SA 2.0 via Flickr.com

Średniowiecze opływało w obrazy mężczyzny-wojownika. Zaczynając od jeszcze starożytnej Grecji, gdzie na arenach zmagali się ze sobą w zapasach; rzeźbiarze tworzyli posągi przedstawiające umięśnione sylwetki zawodników, na przykład Dyskobol. Sparta szkoliła najgroźniejsze jednostki wojowników, poeci tworzyli dramaty o mężczyznach walczących na polu bitwy, zarówno z ludźmi jak i z bogami.

Mitologia, o której zapominamy lub traktujemy ją po macoszemu, dobrze przedstawia charakter mężczyzny jako gwałtownika, który musiał walczyć o przetrwanie i czasem unikać pożarcia przez własnego ojca. Świat bogów i ludzi przenikał się co chwilę, walcząc ze sobą lub ratując siebie z opresji. Okres ten obfituje także w wielkie wojny i podboje, wspomnieć tylko o Aleksandrze Macedońskim, Juliuszu Cezarze i innych, którzy przeszli do historii i na stałe odcisnęli się w naszej kulturze.

Później nastała epoka rycerzy i kodeksu rycerskiego, czyli mężczyzny, który ma zasady i ich przestrzega, chroni słabszych, wstawia się za bezbronnymi jest waleczny i posłuszny oraz oddany swojemu dowódcy. Oprócz tego był oddany damie swego serca, to dokłada kolejną cegiełkę do wizerunku wojownika. Siła i waleczność zostają uzupełnione o uwodzicielskość i walkę o serce kobiety. Obraz ten uzupełnimy o jeszcze jedną warstwę, mianowicie o duchowość. Królowie wchodzili na trony będąc wyznaczonymi przez Boga, polska husaria atakowała wrogów z okrzykiem: „Maryja”, pod Grunwaldem w 1410 roku polscy rycerze śpiewali „Bogurodzicę”, która była przez długi czas nieoficjalnym hymnem Polski. Tak więc wojownicy z duchowości czerpali swoją siłę i odwagę, która była gwałtowna i ukierunkowana w stronę czynienia dobra.

Kolejne epoki nie były tak łaskawe dla wizerunku mężczyzny. Barok, zrywając ze spuścizną poprzednich wieków, wprowadził nowe ideologie, które podburzały wizerunek wojownika, otaczając czasem zaślepieniem, tragizmem i niespełnieniem. Królowie zaczynali nadużywać swojej boskiej władzy dla prywaty przez co stracili oni zaufanie, a z tym ucierpiał obraz boskiego zwierzchnictwa.

Dużym ciosem, dla mężczyzny jako ojca i wojownika, była rewolucja francuska, która otworzyła na oścież drzwi liberalizmowi. Era industrializmu wyciągnęła z domów ojców i usadowiła ich w fabrykach, tym samym przerywając przekazywanie cząstki wojownika ze starszego na młodszego, w zamian dając chłopców pod skrzydła opiekuńczych matek. Odnosząc się z całym szacunkiem do kobiet, do tego co robią i jaką pełnią rolę na świecie, czapki z głów dla nich, ale nigdy, przenigdy nie będzie tak, że kobieta będzie w stanie wychować mężczyznę. Tak ten świat jest stworzony. Dołączyły do tego ruchy feministyczne, które domagały się „równouprawnienia” dla kobiet i „wyzwolenia” od mężczyzn.

Skutkami pierwszej i drugiej wojny światowej były miliony ofiar. Wiele rodzin straciło swoje „głowy”, a synowie stracili ojca i przewodnika oraz nauczyciela życia. Utrwalać zaczął się system edukacji znany z żeńskich szkół prowadzonych przez siostry zakonne. Chłopcy trafili do zupełnie innego środowiska i musieli się zaadaptować w nim.

Mężczyźni oczywiście brali udział w tych wojnach jako żołnierze, walcząc o wyzwolenie swojej ojczyzny spod okowów wroga. Stawali się bohaterami, ginąc w obronie czegoś większego niż oni sami, nie walczyli o to aby uratować siebie, ale o przyszłość dla następnych pokoleń. Nawet, gdy Polska znalazła się pod niemiecką okupacją, polscy żołnierze stworzyli podziemny ruch oporu. Chłopcy w wieku od 10 do 26 lat brali broń i ruszali do walki. Walczyli o wyzwolenie swojego kraju znów dla tych, którzy przyjdą. Stali się bohaterami i wzorami do naśladowania.

Czas, w którym Polska znalazła się za żelazną kurtyną, był kolejnym polem bitwy dla wojowników. Walczyli o przetrwanie, o obalenie komunizmu, działali w podziemiu drukując ulotki, gazety, czy po prostu żyjąc i zarabiając na swoje rodziny, aby mogły one przeżyć. Wiele osób, które służyły lub były powiązane z Wojskiem Polskim sprzed wojny, było represjonowanych. Przykładem może tu być generał „Nil”, który został zamordowany przez władze komunistyczne, jednak do ostatnich dni był honorowym wojownikiem i nie ugiął się. Kolejnym wielkim wojownikiem był błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, który do ostatnich swoich dni walczył ze złem czyniąc dobro.

Przykłady wojowniczości z historii można by mnożyć. Jednak czy wszyscy wojownicy wyginęli i już ich nie ma?

Wojowniczość głęboko w nas

Dzisiaj, w świecie negacji wartości, jakie nam pozwalają żyć, odcinania się od korzeni i tworzenia nowego człowieka, trudno uwierzyć, że wojownicy się uchowali, a jeśli tak, to siedzą schowani gdzieś po kątach. Otóż nie. Wojowniczość jest w nas wpisana, mimo tylu lat i tylu starań różnych idei, ona w nas jest. Przyjmuje nieco inną formę niż wcześniej i jest inaczej ukształtowana, jednak to ciągle ta sama wojowniczość. Odczuwamy tęsknotę za czymś straconym, jakimś zamglonym obrazem nas samych.

Tęsknota ta ujawnia się w wielu płaszczyznach i aspektach naszego życia. Idąc do księgarni natkniemy się na pewno na tytuły dotyczące tego jak być mężczyzną, samcem alfa, wojownikiem. Internet nie pozostaje dłużny i także można znaleźć wiele ciekawych artykułów oraz filmików dotyczących męskości. Kościół nie pozostaje w tyle i także przygląda się temu. Fabian Błaszkiewicz, Adam Szustak, ksiądz Piotr Pawlukiewicz, ksiądz Mirosław Maliński – to tylko niektóre osoby zajmujące się męskością i odkrywaniem jej.

Oczywiście pośród wielu wartościowych rzeczy znajdą się też takie, których do rąk nie warto brać. Trzeba także pamiętać o różnicach kulturowych, na przykład pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a Polską.

Zainteresowanie nie bierze się znikąd. Jak wcześniej wspomniałem, jest to w jakimś stopniu tęsknota za czymś, co myślimy, że utraciliśmy bezpowrotnie. Jednak jest to w nas, mamy głęboko wpojone w nasze DNA cechy wojownika, tylko potrzebna jest chęć, aby odkryć to w sobie i opanować to. Filmy typu „Braveheart: Waleczne Serce”, „Gladiator” czy „Ostatni Mohikanin” poruszają jakąś delikatną i wewnętrzną strunę naszej męskości, chcielibyśmy być jak oni: odbyć podróż, stoczyć bitwę i uwolnić kobietę. Tylko pozostaje pytanie: jak to zrobić, skoro to tylko film? Jak spełnić choćby i cząstkę tego w naszym życiu?

Renesans wojownika

Mimo tylu przeciwności, udało się przetrwać mężczyznom do tej pory, a teraz stawiamy sobie pytanie, na które odpowiedź pewnie będziemy kształtowali jeszcze kilka ładnych lat: jak być facetem dzisiaj? Przechodzimy jakby renesans tego, kim jesteśmy. Zastępy psychologów, socjologów, profesorów głowią się nad tym. Jednak po co odkrywać na nowo koło? Spójrzmy wstecz.

Wojownik był w nas od początku stworzenia świata, kształtował nas i to, w jaki sposób my kształtowaliśmy rzeczywistość. Dzisiaj możemy zachowywać się jak rycerze, stać się odpowiedzialni, waleczni, mężni i zdyscyplinowani. Tylko droga do tego będzie trudna i wyboista.

Pola bitew

Pixabay
Pixabay

Nasze pola bitew zmieniły się na przestrzeni lat. Dziś są nimi: praca, szkoła, studia lub dom. Wyzwania, którymi musimy stawić czoła także się zmieniły. Teraz musimy zarabiać pieniądze, być elastyczni, dobrze orientować się w relacjach międzyludzkich, wychowywać dzieci. Jako faceci mężnie stawiamy temu czoła i staramy się podołać tym wyzwaniom.

Środek ciężkości naszych zmagań z udeptanego pola przesunął się w stronę dywanów w domach i boksów w firmach. Zapomnieliśmy, czym jest zmaganie się z naturą i obcowanie w cztery oczy ze śmiercią, co kiedyś tak często robiliśmy. Praca fizyczna stała się czymś czego nie wypada robić. Agresja i gniew które mamy w sobie, są całkowicie tłumione. Nie mamy przestrzeni, w której moglibyśmy ją uwolnić tak, jak należy.

Pewne pola bitew się nie zmieniły, może zmieniły się ich nazwy, lecz ich sens pozostaje taki sam. Jednym z takich pól jest nasza dusza. Nie walczymy tam oczywiście sami, po naszej stronie jest Bóg, najlepszy strateg i wojownik, jaki istnieje. Pod jego dowództwem uczymy się tego, jak walczyć z przeciwnościami i z tym najniebezpieczniejszym wrogiem, czyli szatanem.

Przed duchową walką, zanim się w nią zaangażujemy, dobrze jeśli poznamy własne ciało, jego siłę i dowiemy się, że ono w ogóle jest. Nie rozchodzi się tutaj o ciągłe chodzenie na siłownię czy wyczynowe uprawianie sportów. Batalia toczy się o to, aby wypracować w sobie dyscyplinę i zasady. Regularne ćwiczenia, czy to w pisaniu opowiadań, rysowaniu, fotografowaniu, graniu na instrumencie czy jeżdżeniu na deskorolce wpisują w nas pewien schemat działań. Czujemy, że dysponujemy siłą, jaką możemy spożytkować w tym, co można nazwać naszą życiową pasją. Zmaganie się z fizycznością to także okiełznanie naszych żądz i popędów, ponieważ uczymy się zarządzania samym sobą i powoli przestajemy oddawać stery naszym nastrojom czy chwilowym zachciankom. Jezus, zanim zaczął nauczać, pracował fizycznie w warsztacie stolarskim u swojego ojca. Kształtował swoją fizyczność, dyscyplinę i zasady, które wprowadził w życie. Dopiero później przeszedł do duchowości. Sama zasada obowiązująca u żydów, że mężczyźni którzy nie ukończyli około 32 lat nie mogą wygłaszać publicznie słowa, nie była spowodowana tym, że nic nie umieją, tylko pewną dojrzałością i zakorzenieniem się w tym świecie materialnym i fizycznym.

Kolejnym polem bitwy jest nasz stosunek do innych ludzi. Nie ograniczajmy się tylko do jednego – chociaż najważniejszego – miłości. Walczmy o przyjaciół, uczmy się ich zdobywać, utrzymywać z nimi kontakt, tworzyć prawdziwą więź pomiędzy nami. Księga Mądrości Syracha jest najlepszym przewodnikiem po relacjach międzyludzkich. Małżeństwo, jest szczytem tego wszystkiego, biorąc ślub wzywamy do pomocy wszystkich świętych, całe niezliczone zastępy dusz, które znajdują się w niebie. To musi być wojna. Jak zwykle, budujemy z małych kawałków to wszystko, zaczynając od prostych rzeczy, na przykład jak naprawić zlew, lub przynajmniej dobrze wiedzieć, kto umie naprawić zlew i mieć do niego numer. Nie ma w tym ulotności i ezoteryzmu. No cóż, tak jest. Walka o codzienne życie i szarość dni.

Kolejną bitwą jest walka o serce tej jedynej, poznanie jej dobrych i przyjemnych stron jak i stanie przy niej, nie jak Adam podczas kuszenia, czyli biernie, ale w ciągłej chęci poznawania i akceptacji podczas odkrywania z nią tego co jest czarne w niej (Pnp 1, 5). Małżeństwo kojarzy się wielu osobom z finalnym etapem miłości, jednak jest dopiero początkiem. Jego zadaniem jest rozwój jej i doskonalenie obojga. Mężczyzna powinien dbać o to, aby jego wybranka stawała się coraz piękniejsza, czyli nieustannie walczyć o to, aby wzrastała. Czasem robi to w rozmowie i czynach, czasem na kolanach przed swoim Mistrzem.

Kolejną batalią jest walka o nas samych. Nieustannie musimy walczyć o zachowanie siebie w tym świecie. Każdy z nas ma jakieś marzenia i plany na przyszłość, swoje nadzieje i pragnienia, które wzbudza w nas Bóg. Jak wcześniej wspomniałem, dążenie do nich łączy się z samodyscypliną i poznaniem siebie. Przenika się tutaj duch z ciałem. Walczymy nieraz na kolanach o to co jest dla nas ważne: o osoby, sytuacje, rzeczy. Kształtujemy siebie wielopoziomowo, nie ograniczając się tylko do naszej cielesności, jak wmawiają nam mass media lub nie rozwijamy się tylko duchowo tworząc wykrzywiony obraz katolika. Mentorem w tej drodze jest nam nie kto inny, jak Bóg. Kosztujemy tego co wysokie, jak i upadamy nisko po to żeby znów się podnieść i walczyć dalej.

Pełny obraz

Wojownik w nas będzie cały czas dążył do ujawnienia się i do tego,  aby ukazać naszą pełnię. Oczywiście, dopuszczenie do głosu i działania gwałtownika, to walka. Męskość w sumie cały czas jest walką, działaniami, które dążą do naszego rozwoju wewnętrznego obejmującego całe nasze jestestwo. Przedstawiłem pola wali które, chociaż po części obrazują wojowniczość naszej duszy. Nie jest ono płytkie, ma w sobie głębię w której w pewien charakterystyczny sposób uczestniczą tylko mężczyźni.

Jesteśmy wojownikami – czy tego chcemy czy nie. Walczymy na co dzień, może już bez mieczy, czy włóczni i nie mając na sobie pełnego pancerza, raczej zmagając się i siłując ze światem ucząc się, pracując, kochając, tworząc. Nie jest możliwe abyśmy kiedykolwiek przestali nimi być, zawsze będzie ta cząstka gwałtownika pchająca nas cały czas do przodu
i zmuszająca nas do walki.

Jesteśmy mężczyznami, jesteśmy wojownikami.

Andrzej Biskupski

Tekst ukazał się w pierwszym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2016). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.rycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Rycerstwo

Zespół portalu GazetaRycerstwo.pl. Pierwotnie ukazywaliśmy się co pół roku jako bezpłatny studencki magazyn online. Chcemy tworzyć treści dla ambitnej młodzieży, który odróżnia się od innych tym, że przekaz skupia się na pozytywach i konstruktywnych myślach, nie zaś na szczuciu, agresywnej krytyce oraz negatywach