Protestantyzm w “odnowie”

Depositphotos

W ciągu zaledwie kilku lat z mało rozgłaszanych enklaw wspólnoty tzw. “Odnowy w Duchu Świętym” ewoluowały w Polsce do wielkiego ruchu, wokół którego kręcą się okołoreligijne media, duże wydawnictwa i ogromne pieniądze. Warto więc dowiedzieć się, jakie były początki tego ruchu w ogóle oraz co się dzieje wewnątrz wspólnot.

Protestancki start. Dlaczego?

Ruch charyzmatyczny pojawił się najpierw wśród protestantów, zaś w ostatnim czasie silnie rozwinął na podstawie duchowości zielonoświątkowej. Charakteryzuje się spektakularnością, hałasem, widoczną (choć niekoniecznie prawdziwą) spontaniczością i wielkim autorytetem Biblii. A raczej jej tłumaczeń.

W Kościele katolickim na dobrą sprawę pojawił się on dopiero po Soborze Watykańskim II. Środowiska modernistyczne stosują tutaj manipulację, często twierdząc, że wcześniej “drzwi Kościoła były zamknięte przed Duchem Świętym”, co jest oczywistym kłamstwem.

Abstrahujemy w tym momencie od wszelkich wątpliwości czy niejasności wokół charyzmatów i rzekomego działania Ducha Świętego. Dlaczego to u protestantów pojawiłyby się jakieś nadprzyrodzone zdolności, a nie w Kościele katolickim? W końcu każdy katolik logicznie założy, że to jego wiara jest prawdziwa i najbliżej Boga.

Jeśli rzeczywiście w ruchach protestanckich działa lub działał Duch Święty, można to uzasadnić właśnie tym, że protestanci są dalej od Boga, niż katolicy. A przynajmniej nie mają możliwości być tak blisko, jak my. Protestanci nie mają sakramentu pokuty i pojednania. Protestant nie otrzyma bierzmowania. Protestanci nie mogą przyjmować Ciała i Krwi Chrystusa (choć kilka ortodoksyjnych wyznań wierzy jak my, że dosłownie nalezy spożywać Ciało i Krew, jednak konsekracja nie ma u protestantów miejsca, ponieważ nie ma u nich prawdziwie wyświęconych kapłanów).

Charyzmaty mogłyby być pewnym uzupełnieniem lub formą łaski Boga dla tych, którzy z przeróżnych przyczyn (z wychowaniem się w rodzinie protestanckiej włącznie) nie są w Kościele katolickim, lecz szczerze poszukują Boga.

Charyzmaty w Kościele?

W ostatnich dziesięcioleciach ruch charyzmatyczny był zaadaptowywany na grunt katolicki. Z pewnością budził on niemałą ciekawość wiernych, był czymś nowym.

Tutaj uczciwie przyznaję, że do tzw. “odnowy w duchu” (bynajmniej nie świętym moim zdaniem) jestem nastawiony bardzo niechętnie. Dlatego, że sam działałem przy tego typu wspólnotach przez niekrótki czas. Tzw. wspólnoty charyzmatyczne, o ile mogłyby być i z pewnością w pojedynczych przypadkach są dobre, o tyle z reguły to klasyczne “wilki w owczych skórach”, które – pod płaszczykiem wiary – prowadzą do wielkiego zła, którego konsekwencji nie jest już łatwo naprawić.

Jeśli nie wiadomo, czy coś jest dobre czy złe, ponieważ jest nowe, warto przyjrzeć się jego owocom. A te jak widzę – a zapewniam, że bardzo uczciwie starałem się patrzeć na ten temat – są zgniłe.

Wystarczy, gdy spojrzę na osoby z mojej dawnej wspólnoty, do której należałem – po odejściu jedyne, co słyszałem o jej członkach, to informacje o ogromnych libacjach alkoholowych (w tym również księży). Kilka innych osób zupełnie odeszło od Kościoła.

Kilka innych osób popadało w stany zawiści wyglądające na chorobę psychiczną.

Jeszcze przed moim przystąpieniem do wspomnianej wspólnoty miało miejsce odejście jednego z kapłanów na misjach z Kościoła. Postanowił założyć własny “Kościół” uwielbieniowy w Ameryce Południowej. Stwierdził, że nie potrzebuje Sakramentów do szczęścia. Inny kapłan porzucił kapłaństwo jakiś czas po tym, jak ja już odszedłem ze wspólnoty.

Z kolei moja niegdysiejsza animatorka z wcześniejszej grupy obecnie jest aktywną, dającą o sobie przypomnieć wszystkim znajomym w okolicach świąt katolickich, neopoganką.

Inna znajoma mieszkała ze swoim chłopakiem ze wszystkimi konsekwencjami tego włącznie, czego specjalnie nie kryła przed ludźmi. Jednocześnie – jak twierdzi – nie wyznawała tego na spowiedzi, ponieważ, jej zdaniem, “ona relację z Jezusem ma dobrą, więc nie jest to nic złego”.

Wymieniać mogę tak naprawdę długo. Podkreślam też, że to tylko przypadki znane mi bezpośrednio.

Żeby było jasne – nie twierdzę, że wstępując do “odnowy” za chwilę zaczniesz łamać VI przykazanie i czcić słowiańskiego boga Pieroga. Niemniej atmosfera sprzyja temu, by od Boga się oddalać (mimo pozornie “dobrej relacji”, która jest bardzo subiektywnym odczuciem, o czym za chwilę).

Degeneracja i destrukcja

Cała “wiara” w nurcie odnowowowym sprowadza się tak naprawdę do uczuć. Owszem, zwykle kapłani starają się prowadzić coś na kształ formacji – lepiej lub gorzej – niemniej to, co po wykładzie kapłana ma miejsce, jest niezwykle ważne. Po nauce zwykle są tzw. “grupki”, czyli w towarzystwie kilku osób rozmawia się i często interpretuje (niekiedy ze zdecydowaną przesadą) słowa księdza czy też fragment z Pisma Świętego (oczywiście z przekładu).

Dochodzi tutaj nieraz do niesamowitych wniosków. Pamiętam, gdy jedna znajoma – po przeczytaniu fragmentu Biblii ze sceną dwóch łotrów stwierdziła, że jednak lepszą I uczciwszą, a więc lepszą do naśladowania była postawa tego łotra, którego określamy mianem “złego łotra”. Wszyscy w grupce (tak, ja wówczas również) widzieliśmy w tym niesamowity geniusz i wyrażaliśmy aprobatę dla takiej interpretacji. To rownież tylko jedna sytuacja, która w innych wariantach pojawiała się niejednokrotnie.

Kolejna kwestia – emocje. Msza święta z udziałem takiej wspólnoty to bardzo często aberracje liturgiczne i łamanie przepisów. I dobrze, jeśli jest to tylko tyle. Pół biedy, gdy jest to “zwykła” Msza. Na pewnych dwutygodniowych rekolekcjach w trakcie Liturgii powiedziano, byśmy – zamiast przyjąć normalnie Ciało i Krew Chrystusa z rąk kapłana – podeszli sami do ołtarza, wzięli Ciało w rękę, chwilę je poadorowali, po czym spożyli.

Oczywiście nagrywanie czegoś takiego byłoby zakazane. Zresztą na płatnych rekolekcjach ze słynnymi charyzmatykami jest podobnie – gdy dochodzi do tzw. “uwielbienia z modlitwą o uzdrowienie”, organizatorzy wprost zakazują nagrywania wydarzenia.

Standardem na takich Mszach wspólnotowych jest oczywiście gra na gitarze, bębenki, skoki, pląse, etc., choć inna sprawa, że te aberracje zostały nie tylko przez katolików (błędnie oczywiście) zaakceptowane jako “norma”, to są wręcz pożądane.

Czy Odnowa jest potrzebna?

Tak, Kościół potrzebuje Odnowy. Odnowy moralnej, odnowy odwagi, odnowy męstwa i prawdziwej, niekoniecznie w rodzaju “show”, Odnowy w Duchu Świętym. Nie potrzebuje natomiast “odnowy” w protestanckim duchu tego świata, który z jednej strony rozmywa dogmaty Kościoła, z drugiej zaś uzależnia wiarę od samopoczucia i nastroju.

Dobrze prowadzona wspólnota przez dobrze uformowanego kapłana rzeczywiście mogłaby przynieść wiele dobrego. Żyjemy bowiem w świecie, gdzie mnóstwo osób jest poranionych.

Nigdy jednak nie może być zezwolenia na samosądy liturgiczne, własną, niezgodną nieraz z nauczaniem Kościoła teologię czy podważanie dwóch tysięcy lat Tradycji twierdzeniami takimi, jak np. to, że Kościół “zamykał się” na Ducha Świętego.

Niestety, zielonoświątkowa duchowość jest atrakcyjna. Jest bowiem dynamiczna, sprawia wrażenie odkrycia czegoś nowego, bycia “bardziej uświadomionym od reszty”, wyłącza hamulce i jest pewną ucieczką od rzeczywistości. Paliwo emocji jednak w człowiek w końcu się wypala. Wtedy najczęściej popada się w rozpacz, nieraz uciekając od Boga tak daleko, jak tylko się da. A wrócić wcale nie jest już tak łatwo.

Dominik Cwikła

Tekst ukazał się w piątym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2018). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk gdziekolwiek indziej dozwolony pod warunkiem dokładnego i całkowitego przekopiowania tekstu, podania autora,  dodania adnotacji o źródle tekstu, wymogach przedruku oraz dodania aktywnego linka do tego posta. W przypadku przedruku do czasopisma, prosimy o podanie domeny www.gazetarycerstwo.pl zamiast aktywnego linka. W każdym innym przypadku należy kontaktować się z Wydawcą.

Dominik Cwikła

Pomysłodawca i wydawca Gazety „Rycerstwo” oraz Kontrrewolucja.net. Dziennikarz, publicysta i aktywista